Wizualne okazanie

Trędowate wiersze
niewidoczne
jak kulturalni ludzie
z objawami
które nie dają wizualnego okazania
rzucone w pustostan
o niezwieńczonym gmachu
mogą umrzeć
w dogodnie wyznaczonym przez lekarza terminie
bez podania medycznie racjonalnych przyczyn
jedynie maszkaron
spektakularnie zakończony gargulcem.

Lost & Found Mega*Zine #19

Numer 19: Lustro

LF19

ENGLISH VERSION HERE

POEZJA PĘKŁA (w zamrażarce) – tomik

Okładaka mała

 

Tomik poezji współczesnej z nowatorskimi
w formie wierszami bez żadnych zbędnych kompromisów dla świeżej treści.
Zadziorna, buńczuczna i obrazoburcza
wrażliwość świeżo wyjęta z lodówki.
Człowieczeństwo zamiecione pod dywan
wrzuca w bieg cykliczności. Wekuje zabobony. Przeklina cykl serca i świata.
Walcząc z ludzką materią i przyciskając
głowę do ziemi, motyle zdechły w gazie musztardowym na wewnętrznym placu boju.

 

”Poezja pękła (w zamrażarce)”
ISBN 978-83-7606-631-8
Fotografie: Piotr Kasperowicz
Wydawnictwo Miniatura,
ul. Barska 13/1, 30-307 Kraków
tel. 12 267-10-39
Copyright ⓒ Piotr Kasperowicz

 

Obszerne, kolorowe wydawnictwo z dużą ilością zdjęć. Ręcznie robione egzemplarze w starym, dobrym stylu. Twarda oprawa obleczona klasycznym materiałem. Ilość stron: 80. Książka do zamówienia pocztą lub telefonicznie w Głównej Księgarni Naukowej im. B. Prusa, także dostępna u wydawcy: miniatura[at]autograf.pl ewentualnie u autora: kasperl[at]tlen.pl

PP ban1

PP ban3

PP ban4a

PP ban2a


Recenzje/impresje:

Najnowszy tom wierszy Piotr Kasperowicza pt. „Poezja pękła” wyrasta z grzęzawisk miejskich ulic, cieni rzucanych przez bloki mieszkalne; trzyma się jego fraza blisko ziemi i ludzi, albo inaczej, po prostu, blisko stworzenia wszelkiego i idei niesionych przez sztandary tego świata. Opowieść snuje się dokoła człowieczej kondycji, dociera do trzewi istnienia, ale nie chce być opiniotwórcza, raczej dyskretnie zagląda do okien, uchyla zamknięte drzwi (drzwi właśnie, są motywem przewodnim świetnych fotografii w środku książki), nasłuchuje, notuje, przygląda się, kiwa głową (czasami ze zdumienia), ale przede wszystkim zdaje relacje z istnienia, unaocznia mankamenty i daje do myślenia. Jakie płyną wnioski z tej opowieści? Raczej niewesołe, oto: „Wrak człowieka doholowane do ostatniego portu jeźni / zacumowano obojętnie przy brzegu…”. Piotr dostrzega to, czym wciąż jesteśmy epatowani przez środki masowego przekazu, przetwarza przez pryzmat swojej jaźni, a więc: rozkład, zmęczenie formą, znużenie i, coraz częściej niestety, brak treści, albo w najlepszym wypadku, jej miałkość, bezsensowna powtarzalność.

Tom wierszy „Poezja pękła”, można traktować tylko jako całość, konceptualną jedność, gdyż mówi o tym samym, czasem językiem buntu, sprzeciwu wobec takiej jakości świata i egzystencji pozbawionej cech, coraz bardziej dla nas egzotycznych, jak: wrażliwość, delikatność, bezinteresowność. I nie ma w tym za grosz przesady.

Niezwykła jest u Piotra intuicja z której bierze się diagnoza, tak bezceremonialna i trafna. To dzięki intuicji i zmysłowi przenikliwej obserwacji można odkryć rzeczy, niby tak proste jak, na przykład: „Na tej samej stronie wojna i reklamy / próby szczęścia w penym sensie ”.

Sztuka mówienia o rzeczywistości zawsze jest naznaczona naszą subiektywną sumą doświadczeń. W przypadku tych wierszy, czuję podskórnie, że autor wznosi się wyżej, ponad tzw. oczywistość, dając nam do zrozumienia, iż z wysokości widać lepiej i zwiększa się szansa na szeroko rozumianą obiektywność. Piotr Kasperowicz podróżuje już nie w sferze kosmicznej, czy astralnej, jak to było w przypadku poprzedniego tomu wierszy, lecz wbiega pomiędzy nas, zagląda tu i ówdzie i metodą starą jak świat, próbuje objąć to co widzi i czuje, klamrą liryki.

Amerykański pisarz i eksperymentator Aldous Huxley, pisał ponad pół wieku temu: „Są rzeczy znane i nieznane, a pomiędzy nimi wyrastają drzwi „. Brzmi to jak sentencja i doskonale pasuje do wierszy Piotra. Dodajmy – nad wyraz ciekawych wierszy.

Jacek Masłowski

 

Drugi tomik poezji Piotra Kasprowicza zatytułowany podwójnie „Poezja pękła w zamrażarce”, albo „Poezja piękna w zamrażarce” jest równie dowcipny co przewrotny /myślę o tytule/. Można Piotra Kasperowicza nazwać poetą jednego, pospiesznego zdania, ale nie zdania prostego, przeciwnie, poetą mocno skomplikowanego zdania złożonego, nasyconego naukową wprost nomenklaturą, które dla czytelnika jest podane jakby w biegu po stromych schodach, do góry lub w dół, w zależności od nastroju wiersza. Słowa zachodzą jedno na drugie jak idealne zębatki w szwajcarskim zegarku, połączone uściskiem treści, bez przerw i łączników. Brak wyraźnego podmiotu lirycznego, poglądy wyrażone są jakby obok autora, wypływają z kosmicznej pamięci doświadczeń pokoleń /w większości z doświadczeń złych i bolesnych/.

Duża intensywność” – wybrany wiersz stanowi jedno zdanie, które zaczyna się dużą literą i kończy kropką. Wypowiedziane jednym tchem. Trzeba wyobraźni, aby wszystkie zawarte procesy, obrazy prześledzić i dojść do symboliki węża zjadającego ogon, który jest mi znajomy od dzieciństwa z wizerunku w byłej synagodze /obecnie biblioteka/ i z przesłania, które niesie. A później już fizjologiczna nicość? Proces fermentacji? To my? Przedtem, teraz i potem? Zjada nas czas i rozkład?

Czy Kasprowicz neguje wszystko? Słusznie rozczarowany bytem, teraźniejszością, błędami człowieka, czy tajemniczego fatum wrodzonego genetycznie /wypędzenie z raju/ i do tego raju dążącego przez setki pokoleń nieustannie, na przekór wojnom, głupocie, polityce, chorobom i setkom poślizgów życiowych. Kasperowicz pyta, czy człowiek jest „kowalem swojego losu” czy rządzi nami przypadek i zła wola /nasza zła wola/.

A wiersze skomplikowane, odbiegające od norm przyjętych, być może to forma poezji przyszłości. Autor sypie piaskiem słów prosto w oczy, to boli i piecze, z początku niewiele widać, ale po chwili trzeba autorowi przyznać rację, oceniając zawartość tomiku. Zadziwia skondensowany język, w którym są słowa niezbędne jako nośnik negacji, drgające szybkim rytmem niecierpliwości współczesnych przekaźników informacji i niespotykanych dawniej wydarzeń. /Może jest to kontynuacja stylu Rafała Wojaczka, Edwarda Stachury czy Kazimierza Ratonia?/.

Komórka pamięci

Rozniecasz płomienia
krocząc aleją wiszących gaśnic
zorganizowany jak terrorysta
z poprawką na szaleństwo
zaniedbujesz komórki pamięci/…/

Połowa wiersza, połowa zdania. W tych krótkich utworach należy cytować całość, inaczej tracimy sens wypowiedzi, jakże ironicznej do bólu i skondensowanej jak tłok na naszych drogach i przesyt informacji na łączach wszystkowiedzących światłowodów, które oplatają świat uściskiem zbyt mocnym i nigdy nas z niego nie uwolnią. Jesteśmy w sieci, spętani, poddani i nie wiemy co dalej…

Szum tła” – autor nie usiłuje udawać, że nie podoba mu się w tej prowincjonalnej galaktyce, w lewym ramieniu Oriona, na planecie Ziemia. Zauważam też, że nie podoba się autorowi odległa przeszłość, znajoma teraźniejszość jak i przyszłość do której nieustannie podążamy. Autor z uporem prząśniczki /kto dziś wie, co to znaczy/ snuje nić niedobrych przepowiedni, które o wiele wcześniej przedstawił mistrzowską techniką olejną /na płycie laminowanej/ znakomity artysta – Zdzisław Beksiński /z bliskiego mi Sanoka/. Nie stosował upiększeń dla swoich wizji. Uszkodzone wieże uniesione ponad Ziemią, tajemnicze tablice /jakby Dekalog/ zawieszone w przestrzeni, idealnie oddane anatomicznie ciała splecione w nieskończoność – pozbawione skóry, włosów, oczu, w pozycji embrionalnej mogą sugerować, że zanim się zaczniemy – mamy gwarancję końca.

Wizje te są przerażające i już się stają, kiedy popieleje w kłamstwie i przemocy świat. Możemy się obudzić /oby nie!/ jak w starożytnych Pompejach w antycznym bezruchu /wiersz Mieczysława. A. Łypa/, chociaż przyczyna bezruchu zupełnie inna, ale obraz może być identyczny. Smutne konkluzje i prawie przerażające. Katastrofizm? To też podkreśla słowem Kasperowicz, ale jeszcze walczy o ten świat i o idealnego człowieka, który potrafi zmienić siebie i nas teraźniejszych i nas przyszłych! Czy Kasperowicz chce nam dać zadanie ulepszenia tej rzeczywistości, której jest uczestnikiem i bacznym obserwatorem? Kasperowicz kpi, ale z goryczą piołunu. Świat jakby krępował mocne ego poety. Widać to po niecierpliwym drganiu słów. Skąd u młodego, wykształconego człowieka aż taki zmysł obserwacji negatywnych, czy żalu za „rozlanym mlekiem zdarzeń”? Może i to i to, pewności nie ma. I dobrze! Jest oczekiwanie – co dalej z twórczością Piotra Kasperowicza i przyszłością świata, naszej maleńkiej planety pełnej życia, jednak na obrzeżach pędzących /dokądś/ galaktyk.

Czy zrozumiemy tę trudną poezję, splot myśli wykraczający poza wyobraźnię i lokujący się na wyżynach podświadomości? Więcej tu pytań niż odpowiedzi. Nie ma nic pewnego na tej planecie. Piszę te słowa po poważnym trzęsieniu Ziemi we Włoszech /24.08.2016/. Wokół bezsensowne wojny, terrorystyczne zamachy i różnego rodzaju tragedie pojedyncze, śmierć dzieci etc. Największą tragedią jest niepotrzebna śmierć choćby jednego człowieka. Poeta Wilhelm Przeczek z Zaolzia pisał: Kiedy umiera poeta, umiera świat. Nie ma odpowiedzi jak temu zapobiec, jak uniknąć. I po co cały trud życia?

Jednak mamy w sobie mocny pierwiastek /boski?/ chęci życia i nikt i nic nie może go zniweczyć. Chcemy żyć mimo lat, starości, chorób i przeciwności losu, które codziennie stają przed nami jak „kosy na sztorc”. Jest jednak maleńki dodatek niezbędnego i w życiu i w poezji. Wzmianka o miłości, bez której świat nie znaczyłby nic. Otóż w wierszu „Dominus iesus„ pośród wymienionych wielu wad i nazw reżimów znajduję: /…/ nie wolno kochać inaczej, nie wolno kochać tak samo/…/, ale już w wierszu „Fundacje pomocy miłości„ mamy zniewalające stwierdzenie: /…/ fundacje pomocy miłości wysyłające transporty humanitarne z bronią /…/. Nic dodać, nic ująć patrząc na wojny, które toczą się tu i teraz! ”Okazy gniewu” – czy jest droga wyjścia? Którymi drzwiami? Kogo wybrać na przewodnika?

Tomik zdobią i jednocześnie łagodzą artystyczne ujęcia wielu drzwi /doliczyłam się dwudziestu/. Autor jest wybrednym koneserem sztuki. Z licznych podróży przywiózł wiele mówiące, fotografie drzwi zabytkowych meczetów, czy synagog. Drzwi to przejście, wejście lub wyjście i tajemnica. Tylko jedne drzwi są uchylone z widokiem na przyjazną zieleń ogrodu i prześwity słońca. Wszystkie drzwi urokliwe, osadzone w grubych, wiekowych murach, z delikatną, przedwieczną ornamentyką, szczelnie zamknięte. Czy sugerują tajemniczą osobowość autora, czy przesłanie, że mimo naszej wiedzy, wiele drzwi poznania prawd o świecie i człowieku jest jeszcze zamkniętych. Szczególnie do dobra w człowieku, a co za tym idzie do dobrego świata dla nas wszystkich. Minie wiele pokoleń zanim niektóre drzwi zostaną uchylone. Drzwi – to piękna, klasyczna symbolika mądrości, cierpliwości, nagrody. I pewno w tym celu uporczywie i z radością żyjemy i jesteśmy, nie mając wyboru światów, inteligencji i odległych galaktyk, gdzie niekoniecznie musi być lepiej.

W całości cytuję wiersz, który odbieram jako podsumowanie tomiku:

„Na wypadek skutków”

Za progiem ignorancji
za niezbyt urodziwymi drzwiami fałszu
moglibyśmy trwać w scenografii walki
na festyn uzbrojenia zaprosić duchownego
i szlachetne organizacje społeczne
na wypadek skutków
pogardy wobec człowieczeństwa.

Trudna to twórczość i jednocześnie prawdziwie i mocno akcentująca wszystko co powinno się w nas poprawić, naprawić, zmienić, aby świat nie uwierał nikogo i pozwolił żyć pełnią życia a jednocześnie zapewniał rozwój i bezpieczeństwo. Daleka droga…

Zdzisława Górska

 

Wiersze zawarte w tomiku „Poezja pękła” nie głaszczą, nie śpiewają kołysanek, a grzmią wszerz i wzdłuż jak trąby jerychońskie przed murem z betonu.

Podmiot liryczny, nie prosi, nie kadzi, nie przymila się uniżenie, ale wali pałą pomiędzy oczy, aby w oborze trzoda przestała: „…muczeć i stać…”  bezwolnie w gnojówce po pachy, po szyję, po łeb zakuty.

Niezwykła wrażliwość poety, wytoczyła oręż pióra przed szczątkową wrażliwość, aby ożywić świat na pół martwy, aby zazielenić drzewa. W mniejszości wierzy, że moc słowa ocali ludzkość od błędów wynikających z braku świadomego istnienia, a paradoksalnie wątpi w oręż poezji, o czym pisze w jednym z wierszy: „ubito pegaza„. Kolejna prawda, która kłuje w oczy smutną refleksją, że obecnie mniej są rozpowszechniane pieśni poezji, a bardziej popularne jest disco polo.

Moda na soczystą wołowinę w czekoladzie , w ślepym zaułku utkwiło zdziwienie – to płacz dziecka, który prosi o prosty chleb życia, zgodnie z ideologią człowieczeństwa.

Poeta w poczuciu misji ocalenia ludzkości, słowami manifestuje niezgodę na rzeczywisty stan rzeczy, w którym brak jest mądrości, miłości – podmiotu naszej drogi.

Zawdzięczając takim poetom, świat jeszcze istnieje, choć kolibie się na skalnej krawędzi. Czy zdoła Piotr zatrzymać czerwoną chorągiewką owczy pęd ku przepaści, gdy wieki nie zapobiegły, nie sprostały?

Małgorzata Ortmann

 

Poezja…o ludzkiej materii.

Lektura wierszy skłania do przemyśleń. Czytając poszczególne wiersze ma się wrażenie, jakby człowiek „pękał” od środka, podobnie zresztą, jak momentami, „pęka” język wierszy. Życie – człowiek – świat – dobro walczy ze złem. Zło z dobrem. Przy całej swojej buntowniczości, przy całej swojej jaskrawości, jest to poezja nie pozbawiona liryzmu.

Elżbieta Anna Podleśna

 

Tomik jest nieziemski. Trudny i zmusza do myślenia – jak zawsze odkąd poznaję twórczość autora. Nie jest łatwy w odbiorze. Szokuje i każe dostrzegać głębiny ludzkich zachowań i przekonań. Wywołuje uczucia w nieregularnej skali odczuwania. Prawda naszych zachowań wydaje się słuszna, aż do momentu przeczytania słów poety. Przychodzą takie chwile, które krzyczą jego widzeniem, stając się dramatem dnia codziennego wielu. To, w jaki sposób autor podaje nam swój punkt widzenia i odczuwania, można albo podziwiać albo odrzucić w pierwszym czytaniu. Kasperowicz będzie wielki! Może jeszcze nie dziś, ale będzie!

Alicja Cyran



To, co jest również pewne odnośnie do autora i zawartości tomu, to język, którym się Piotr Kasperowicz posługuje i charakterystyczny dla niego zabieg tworzenia własnych związków frazeologicznych (jak chociażby: „mróz po pachy”, „elektrociepłownia absurdu”, „pierwiastki rozczarowania”, „maszynka do miękkości”, „gościnny pokój człowieczeństwa”, „mątwy usposobienia”, „sucha frakcja wyrazowa”, „sreberka cykliczności”) oraz słów, które kodują zupełnie inne obrazy, łącząc ze sobą różne rzeczywistości/perspektywy. A świat przedstawiany w „Poezja pękła w zamrażarce” jest światem pozornie spokojnym, rozleniwionym, pięknym. Pod powierzchnią lukru i różnokolorowych farb, uśmiechów i deklaracji uczuć, wiary, dobra i równie dobrych intencji mieszka odraza, ohyda, okrucieństwo i produkty przemiany materii. Piękno kontra piekło. I właśnie w tym momencie widzę, że to „krzesiwo uśmiechu” warto zachować, bo prawdopodobnie na finiszu będzie nam potrzebne.

SOR, czyli szpitalny oddział ratunkowy — odczytywany na nowo jako system ograniczonej radości jest wręcz sztandarowym sposobem pokazującym, jak Piotr Kasperowicz gubi stare znaczenia i na ich podstawie buduje nowe. Wszędzie tam, gdzie pojawia się znany obraz, zostaje on wzbogacony o nowy przekaz. Można czytać go łącznie lub rozłącznie. Autor zawsze pozostawia ten wybór odbiorcy.

Radość jest ograniczona, chociaż mamy podróże, gotowanie i przyrodę. Jednak okazuje się, że wszystkie te przyjemności, człowiek potrafi zniszczyć i obrócić wniwecz. Podróże — zarówno te dalekie, jak i te bliskie, te do wnętrza, i te poza siebie — kształcą i kształtują. Pozwalają nam na zmianę punktu odniesienia, poszerzenie horyzontu widzenia świata. W wersji idealnej w podróży lokuje się potencjał poznawczy, to narzędzie zwiększania tolerancji. Narzędzie przeceniane, bo zamiast transgresji, zamiast chwilowej mitygacji, zamiast negocjowania pozycji „ja” we wszechświecie uwzględniającym różnorodność, ludzie zaczęli podróżować zaraźliwie i zarażająco. Jadą „tam”, by zasiewać siebie i przemieniać „tam” w „tu”. Przy czym na tę chwilę wyjazdu, odpoczynku, oderwania od normy i zwyczaju, zamiast zdejmować maski i oddychać prawdziwą skórą, nakładają ich jeszcze więcej. Oszukują jeszcze bardziej. Ci spragnieni wiedzy, którzy nie wierzą już w bajki okazują się zwykłymi terrorystami, którzy niszczą, wojują i dokonują zmiany. Na gorsze, bo uśmiercającej.

Inne ograniczenia radości wynikają z połączenia gotowania i przyrody w tym specyficznym świecie za drzwiami — to, co wyraźnie wyłania się dla mnie z treści, odczytuję jako głos ekologiczny, rodzaj tęsknoty za… Weganizmem. I chociaż wiem, że Piotr nie jest „wyznawcą kuchni roślinnej”, nadal czytam jego wiersze poprzez pryzmat głosu obrońcy zwierząt. Te odniesienia do szlachtowania, krojenia na żywo bez walenia obuchem wizualizuję w przemyśle mięsnym. Analogie ze światem zwierząt hodowlanych zastanawiają. Czy dochodzi do antropomorfizacji zwierząt, czy autor zauważa pierwiastek człowieka w zwierzęciu? A może zdaje sobie sprawę z tego, że tylko norma kulturowa i tabu stoją na drodze do powtórnego uczynienia jednych ludzi podległych innym ludziom, bo przecież wszyscy jesteśmy zwierzętami — różni nas jedynie gatunek?

Zapiekanie, pieczenie, panierowanie, blanszowanie, gotowanie do miękkości, smażenie, krojenie, wekowanie — każda z tych czynności nie prowadzi do przygotowania czegoś smacznego, czegoś pożywnego. Łączy się natomiast z obrazami mordowania, szlachtowania, znęcania się. Autor pokazuje, że w tym świecie każda znana czynność prowadzi do zaskakującego odkrycia, że wszystko jest zawodem, rozczarowaniem, aż zacina żyły do ścięgien i serca otwiera przez żyły.

Ograniczeniem radości jest także przyroda, którą niszczymy (chronione gatunki roślin ciężko to znoszą). A niszczymy ją wojnami i postępem, a także brakiem refleksji nad wspólnym dobrem, brakiem wyciągania wniosków z przeszłości. Jednak to w pradziejach byli drapieżcy, dziś są tylko senne byty martwo ciągnione, które nie widzą i nie czują. Przyroda i natura konfrontuje się z technologią i uśpieniem — „sztuczne spulchnianie matki natury” i „bierność oddana na śmietnik”. Jednocześnie w przeciwieństwie do tomu „Łoskot drogi mlecznej” nie mamy tu wizji przyszłości. Świat jest leniwym, zawieszonym pomiędzy przeszłością a przyszłością biegiem wydarzeń lub bardziej powolnym marszem, spacerem bez celu. Świat jest przepełniony śmiercią, która jest jedyną prawdą i jedyną nicią, której nie potrafimy wypruć z podszewki natury. To nas łączy i jednoczy: „idea wiecznego powrotu”.

Ludzie udają miłych, uczynnych, chętnych do pomocy. Kłamią jednak, by stworzyć krystaliczny obraz siebie dla innych i dla własnego lepszego samopoczucia. Dziurawe dusze łatają tak, by nikt nie zauważył dziur i przerzedzonej osnowy. Toczą wojny, są nietolerancyjni, nie akceptują siebie, a co dopiero marzyć, by akceptowali jakąkolwiek inność. Zakłamanie i obłuda — tego możesz spodziewać się po otwarciu pięknych drzwi. Tym są drzwi — fasadą, która oddziela cię od „p r a w d y” o drugim człowieku.

Najgorsza jednak i najbardziej nieznośna jest pogarda. Im jej więcej, tym świat staje się oślizgły. Tym bardziej się stacza w otchłań piekła — z piękna do piekła, bo piękno jest kłamstwem powtarzanym, podmalowywanym dla niepoznaki. Czy piękna faktycznie nie ma?

Myśli rozkładają się — tak jak fundamentalne prawdy, wiedza, mądrość i objawienia. Wszystko to dla kogoś innego, nie dla tego, kto poszukuje w życiu czegoś więcej. Pozostaje odór — wiersze Piotra mają potężny potencjał olfaktoryczny. Nie wiem jednak, czy gdyby przedstawione zapachy były nam dostępne, dalibyśmy radę przez treść przebrnąć bez masek gazowych. Wiersze Piotra mimo pojawiania się markowych perfum i „spa” po prostu śmierdzą: wilgocią, śmietniskiem, obornikiem, „gnojówką do komór pompowaną”krwawiącymi truskawkami”, mięsem, wojną, przemocą i rozkładem, wreszcie śmiercią.

Tym razem autor nie przebiera w słowach: „jestem radością — jestem kurwa radością” — powtarza. Bez skrępowania korzysta ze słów powszechnie uważanych za obelżywe. Nie kryguje się, bo poruszane tematy wymagają mocnych określeń, ale wynikają one z niemocy. Jesteśmy o krok od rewolucji, o krok od przebudzenia. „Powstrzymaj rozczarowanie dnia powszedniego w nieheroicznym świecie, który wymaga dużych nakładów na produkcję magii”. Wymaga też pozbywania się części przeszłości. To, co z niej zostaje, to pomówienia. Dlaczego pozbywamy się tej lepszej i bardziej rozumnej części siebie? Skąd gotowość do wsłuchiwania się w „pokojową propagandę kału”?

Ufamy maszynom do produkcji splendoru. Wsłuchujemy się w ich dźwięki. A dźwięki te możemy w wierszach Piotra Kasperowicza usłyszeć. Jesteśmy pomiędzy hukiem a ciszą. Raz świst kul i bomb rozrywa powietrze, innym razem subtelne dźwięki natury napełniają nas spokojem. Znowu huk młotów i pił, a następnie szum morza pozornie obojętnego na człowiecze działania. Znowu krzyki, wrzaski, po czym ciche zawodzenia i śpiewy, modlitwy, wreszcie cisza.

obszerniejsza recenzja dostępna w linku do autorki:
Łucja Lange


Lost & Found Mega*Zine #11

Numer 11: Kwiaty Zła

Kwiaty Zła

ENGLISH VERSION HERE

Lost & Found Mega*Zine #specjalny 2014

Numer specjalny: Wehikuł Czasu

LFspec

ENGLISH VERSION HERE

Blizny w kącikach

Analizuję próżnie
na próżno prószę oczy niczym
życie
wyrzucam do śmieci dla przyszłych pokoleń
znaki naszych czasów
swastyki noszące odblaski
podłużne ornamenty dresu
betonuję stare wiersze
nie odpowiadam na smsy
resetuję czynnik ludzki
przy bliznach w kącikach mam sucho
nie myjcie mi oczu po śmierci
jeśli umrę zbrukany kamieniami
to podrażnia
krawężniki.

Lost & Found Mega*Zine #6

Numer 6: Wszyscy umrzemy

ENGLISH VERSION HERE

Lost & Found Mega*Zine #specjalny 2013

Numer specjalny: Wizja Surrealistyczna

ENGLISH VERSION HERE

VERSIUNEA ROMÂNĂ AICI

ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ – tomik

 

Kosmiczna w formie książka poetycka,
przy czym absolutnie ludzka w uczuciach.
Ogromna miąższość sarkazmu dla
przestrzennych odzwierciedleń oznak życia.
Obnaża mechanizmy tworzonych w wyobraźni
budowli na gzymsie zmysłów.
Wszystko w atmosferze wiecznego łoskotu
Drogi Mlecznej, na przekór potocznie toczonym
słowom, które są tylko pyłem na wietrze,
a pył wyklucza kontrast.

 

„Łoskot Drogi Mlecznej”,
ISBN 978-83-7606-552-6,
Ilustracje: Adam Fiala
Wydawnictwo Miniatura,
ul. Barska 13/1, 30-307 Kraków
tel. 12 267-10-39
Copyright ⓒ Piotr Kasperowicz

 

Ręcznie robione, błyszczące jak kombinezon astronauty, oryginalne wydanie w twardej,
odpornej na czynniki zewnętrze oprawie. Ilość stron: 48. Ilustracje bardzo kolorowe.
Do zamówienia pocztowo lub telefonicznie w Głównej Księgarni Naukowej im. B. Prusa,
u wydawcy: miniatura[at]autograf.pl, lub bezpośrednio u autora: kasperl[at]tlen.pl

Łoskot ban1

Łoskot ban2

Łoskot ban3

Łoskot ban4


Recenzje/impresje:

„Pozwolę sobie przenieść zainteresowanych poezją, w nurt młodej poezji polskiej, ściślej krakowskiej. Lubię w poezji wiersze, o nowoczesnej strukturze, skonstruowane jakby jednym tchem, na wdechu, nad którymi trzeba pomyśleć dłuższą chwilę, aby odkryć sedno skondensowanych wersów. Tomik Piotra Kasperowicza zatrzymał mnie w czasie mocno napiętym i niezbyt łatwym. Zafrapował jednak zupełnie czymś nowym, w strukturze wiersza i postrzeganiu współczesności. Lektura wierszy przypomina wspinanie się po tatrzańskim szlaku, mimo, że wymaga wysiłku i uwagi –  sprawia niezwykłą przyjemność. A jaki szeroki horyzont!

Po lekturze wierszy o zaskakującym tytule „Łoskot drogi mlecznej” poczułam pewną bezradność słysząc w tym tytule nieodkryte dźwięki z oddali świetlnych lat. Niektóre do nas żyjących nie dotrą w tym bycie, a mogą być mocno hałaśliwe, porażać lub zachwycać kosmicznym pięknem. Może to być również droga mleczna naszych przeładowanych „dróg szybkiego ruchu” i mocno skomplikowanych scenariuszy życia. Jedno i drugie poważnie zapętlone w czasie.

Niełatwo jest przejść przez gęsto zabudowane nośnym słowem wersy. Żadnych przerw, wyjaśnień, łączników. W mocno metalicznym i skondensowanym konstrukcyjnie świecie szukam pointy i mocnych przeżyć. Są. Znajduję. Ale jakże ukryte w misternej tkaninie wyobraźni. Wiersze przypominają konstrukcję wieży Eiffela, unoszącą się ponad. To „ponad” brzmi jak w tomiku J. Przybosia „sponad”. Z góry widać więcej i większy lęk /Zdzisława Górska/. Pełne celnych obserwacji  spojrzenie na ten dół. Splątany. Niezbyt uczciwy. Do bólu wykreowany. I co tu dużo mówić – od dawna – wrogi i nieludzki.

Psychologiczny rozbiór wnętrza człowieka nie wychodzi nam zbyt pozytywnie, przez swoją słabość, chwiejność, brak kierunku i konsekwencji w działaniu. Obserwacja poety przeraża swoją dokładnością, ironią i dosadnym cięciem. Podzielam – człowiek – istota niedoskonała, a we wnętrzu…?!

Autor szuka doskonałości, ale jakże inaczej, dokładniej.  Uczy, wskazując wady. Każdy wiersz ma ukryty podmiot liryczny. U Piotra Kasperowicza ukryty za szczelnymi żaluzjami wersów wypełnionych mocnym słowem. Ale za murem słów ktoś wrażliwy szuka stale sensu i tej zwyczajnie ludzkiej miłości. Ujawnia się pod koniec tomiku i ja oddycham z ulgą. Autor jest wrażliwy, opanowany /i erudyta i bojownik/, którego rozpiera młodość i nęci zmiana świata, myślę, że na lepsze. „Milczące obrazy trwania” to jakby jedyne odsłonięcie siebie. Całe to ożebrowanie, ostre żaluzje nie dopuszczające światła do wewnątrz, zmuszają do wędrówki labiryntami pojęć, zwątpień, irytacji. Ale „Milczące obrazy trwania” odsłaniają sens tej poezji. To jakby w klatce Bretona /azbestowej zresztą/ płonęło serce. Bystre obserwacje świata rozwichrzonego, bez kierunku, gdzie wszystko wolno i niczego się nie musi – przed tym przestrzega autor w bardzo dokładnie skomponowanych wierszach.

Grafiki Adama Fiali doskonale korespondują z poezją Kasperowicza. Kolorowe, dynamiczne postaci – jeszcze ludzie, już roboty, czy kosmiczni goście/?/ walczą, bronią się czy radują. Zmagają się z rzeczywistością, podobnie jak my.

Proponuję wiersz /Droga mleczna/, który nieco wyjaśnia mocny tytuł tomiku.

Cytuję kilka wysublimowanych wersów, które mogą być aforyzmami:
„[…] pamięć nie obraca się wniwecz
a niwecz lubi powracać ze złością ” /Otwory/,
albo
„[…] terytoria pozostaną nienaruszone ponownie ” /Terytoria uczuć/
„ […] niewysłuchane prośby targają dogmat nieba ” /Wyczekuję chwili/

Na koniec w całości, krótki, aktualny wiersz „Wielka opozycja” .

Nie ma nic niepojętego. Myśl jest równie przejrzysta jak kryształ” /Comte de Lautréamont/ – I chyba to chce nam przekazać autor „Łoskotu drogi mlecznej”. Zmienimy siebie, zmieni się świat? Zapewne taką prawdę mana myśli autor operujący słowem w naszym umyśle jak rzeźbiarz dłutem.

Z przyjemnością prezentuję Państwu tę młodą, zaangażowaną we współczesność i losy świata – poezję. Młodość jest jej atutem, ale wiedza, erudycja i wrażliwość zdecydowanie przeważa. Cieszę się, że mogę o tym napisać, życząc młodemu, krakowskiemu poecie wielu doznań w podróżach nie tylko kosmicznych, ale drążących umiejętnie skomplikowaną współczesność w dość trudnych, ale prawie matematycznie dopracowanych wierszach. Czy to nowy kierunek poezji? /…/ w świecie zapędzonum do utraty tchu? /Zdzisława Górska/.”

Zdzisława Górska

Recenzja została opublikowana w Miesięczniku Samorządu i Towarzystwa Miłośników Ziemi Strzyżowskiej „Waga i Miecz” na stronach 25/26

 

„Ten tomik nie jest łatwy w odbiorze. Uwiera. Mami ekscentrycznością, która na nim błyszczy jak folia aluminiowa. Jest trudny do oswojenia. Kosmiczny. Jak przybysz z obcej planety. Zjawia się nagle w żaroodpornym skafandrze i w swoim własnym języku zaczyna wysyłać sygnały dźwiękowe. W tym jego komunikacie jest sporo zakłóceń, szumów i trzasków, toteż trzeba się dobrze wsłuchać, żeby usłyszeć przekaz. Ale to tylko kwestia słuchu odbiorcy.
Uprasza się wyregulować odbiorniki!

Te wszystkie zakłócenia, ten cały arsenał środków, ten „łoskot” te „lasery”, „intersekcje punktów centralnych”, „trolle internetowe” i „reklamówki” to tylko kostium! Tylko zasunięty pod szyję skafander kosmity. Na szczęście nie dość szczelnie, aby nie można było pod nim zobaczyć (dotknąć??) żywej tkanki. W każdym wierszu jest klucz, jest wskazówka, która tłumaczy sygnały. Na przykład:
– ,,wzory wyobraźni zdradzające dziecko” (str. 7)
– ,,jątrząca się rana z tych które zadaje się tylko raz” ( str.15)
– ,,w perspektywie nowe źródło bólu” ( str. 16)
– ,,samotność zadawana tłumem” ( str. 17)
– ,,czasem jesteśmy narzędziem działania najwyższej siły a czasem tylko narzędziem jedynie naczyniem na krew” ( str. 19)
– ,,ból łamie mój głos” ( str. 23)
– ,,nie wysłuchane prośby targają dogmat nieba” ( str. 23)
– ,,odwołano uzdrawiającą moc umysłu” ( str. 30)

To wszystko są tropy, tematy i pytania, które poezja zadaje od wieków i będzie je zadawać w złudnej nadziei na odpowiedź. Będzie je zadawać nawet bez nadziei. Spod aluminiowego skafandra kosmity wygląda człowiek uwikłany w odwieczną zagadkę bytu i własną biologię. Skazany na inność mówi o bólu, samotności i przemijaniu. O utracie i nieuchronności.

W pewnym wymiarze przekaz tomiku jest tragiczny, jednak – co mnie bardzo cieszy! – odkryłam światełko w tunelu: ostatni wiersz, który jest dla mnie zawsze ostatecznym rozstrzygnięciem, w którym kierunku mam dalej iść. Kosmita w nim mówi: ,,Pozbieraj odpady światła”… I tego mam zamiar się trzymać.”

 Emma Ernst

 

„Osobliwa lektura, autor pisze bardzo inaczej niż inni. To oczywiście plus. Bez wątpienia z takim językiem i tonacją poezji jeszcze się nie spotkałem. Są to wiersze całkowicie „odliryzowane”, a więc niepodobne do tych wszystkich, z jakimi na ogół mamy do czynienia. Dużo tu dyskursu i myślenia. W gruncie rzeczy autor buduje socjo-aksjologiczną wizję naszego czasu i jego zdehumanizowania. To są takie traktaciki definiujące świat coraz bardziej kłócący się z tradycyjną koncepcją ludzkiego ładu, tożsamości i spełnienia. Dosyć ponury obraz, ale znakomicie oddający zawieruchę naszej epoki i rozmaite wynaturzenia. W tej mierze jest to poezja mówiąca o sprawach ważnych i stanowiąca jakiś protest. Tak więc ogromny plus dla poety.

Mam jednak także obawy… To poezja pisana tak nietypowym i „gęstym” językiem, że mało kto się w niej połapie. Sam miałem kłopoty ze zrozumieniem niektórych jej partii, ponieważ nie przez wszystkie fragmenty „kodu językowego” umiałem się ze zrozumieniem przebić. Sądzę, że ten język autor powinien jednak bardziej uprościć, rozjaśnić, bowiem jego komunikatywność bywa w wielu momentach nieodgadniona.

Jaki morał? Taki, że poeta mówi sprawy ważne i istotne. I że do bardzo niewielkiej grupy one się przebiją, ponieważ „narracja poetycka” jest na tyle trudna, że jej komunikatywność ograniczona. Więc autor może ugrzęznąć w swojej niszy na amen. Ale niech robi swoje, bo na pewno jest inny i o wiele bardziej oryginalny niż cała ta ”poezja stadna”, która nas zalewa.”

Leszek Żuliński

 

„Każdy wiersz jest inną historią, w której znajdziemy sporą dawkę cynizmu, ironii, smutku, bywa też brutalnie, gdyż prawda ukazana przez autora ma to do siebie, że potrafi ranić. Każdy z wierszy to także wyprawa na nieznane lądy, kosmiczne planety, to też groźna cela naszej uwagi, pochłaniacz czasu na długie godziny intensywnego, acz nie wymuszonego, a pobudzonego myślenia. To wzdychanie i łezka w oku. Momentami szok i oszołomienie – nie raz autor uderzył mnie bejsbolową pałką prosto w potylicę. Liczne metafory, które początkowo wydają się formami niezrozumiałymi, po jakimś czasie dają się pogłaskać, zaczynają uśmiechać się do nas z zaufaniem, tak abyśmy mogli spokojnie dojść do naszej interpretacji. Jest to operacja długa, jednakże bardzo owocna.

Poeta poprzez “Łoskot drogi mlecznej” pokazuje nam, jak dobrym jest obserwatorem szarej codzienności tłumu, jednostki zagubionej w dzisiejszym świecie owczego pędu po trupach. Poznając wiersze zamieszczone w tej książce czułam ograniczenia ciasnych schematów, w których przychodzi nam się dusić, a nawet umierać z niedotlenienia, gdyż sami nawet nie zauważamy, jak bardzo wąska jest przestrzeń naszych uczuć. Praktycznie jej brak.

Wierszom nie brakuje melodyjności, abstrakcja wynurza się z kolejnych wersów, omotana niekiedy prostotą wyrazu. Za każdym razem podmiot liryczny kwaśno się do nas uśmiecha, wskazując na z pozoru najprostsze błędy jakie popełniamy w życiu. Zamiast być ludźmi zachłannymi na uczucia, doznania i poznanie tego co nas otacza, gubimy swój dziecięcy zapał odkrywcy, co czyni nas zimną częścią struktury szybkiego świata. Robotami z trybikami nastawionymi na produkcję kolejnych ofiar walki o bytowanie, nie zaś dzielenie się emocjami.

Każdy odnajdzie w “Łoskocie drogi mlecznej” kawałek siebie, może nie tak drastyczny, jak wyprane z życia roboty, ale chociaż mały pierwiastek z pewnością ukrywa się pomiędzy wersami. Każdy też na chwilę przystopuje, zastanowi się, przez krótki moment zapatrzy niewidzącym wzrokiem w okno. Może przekaz poety zostanie w nim na dłużej? Obudzi z letargu nijakiej egzystencji? Wtedy zapewne książka poetycka Piotra Kasperowicza spełni swe zadanie.”

obszerniejsza recenzja dostępna w linku do autorki:
Monika Gała

 

„Nieustający kurs kolizyjny” […]. Piotr Kasperowicz wie co pisze. Konstruując zawiłe kompozycje słowne może nieco odstraszać egzaltacją, powszechnie stosowaną hiperbolą, ale jednak przykuwa uwagę. Moją rzecz jasna, bo Waszej wcale nie muszą. Ale gdybym nie chciał, nie sugerowałbym byście po nie sięgnęli, nie pisał bym o nich.

Pod enigmatycznym tytułem „Łoskot Drogi Mlecznej” ukrywa się bunt. Poeta kontestuje rzeczywistość.„Projekt cynika” znajdujący się na stronie szóstej, dobitnie o tym świadczy.

Na pierwszy rzut oka dostajemy do ręki bełkot. Choć dość często forma przerasta treść, która tonie w hermetycznym zalewie metafor, da się tu i tam wytrącić sens. Rzecz jasna nie wszędzie, bo co rusz rozbijamy się o mur. Jednak znaleźć można w nim wyłomy, przez które podejrzeć można to i owo. I dla tych smaczków, kilkunastu/kilkudziesięciu dziesięciu perełek semantycznych warto się przy nich zatrzymać.

„Otworach” autor poddaje krytyce postawy obywatelskie, współczesny model myślenia, zagubienie w świecie, nielogiczność działań. Z jednej strony szaleństwo, z drugiej – kompletna stagnacja i ignorancja. Wygoda. „Żadnych gwałtownych ruchów”, czegoś, co zburzy fikcyjny ład.

Świat w tej poezji jest papierowy, niepełny, wybrakowany. To próżnia, którą ktoś zapełnił znakami o wątpliwej jakości. Zafałszowany obraz należy czym prędzej urealnić, pokazać, że w istocie król jest nagi. Ludzie „z drugiego sortu Boga”, bohater zbiorowy Łoskotu i jego odbiorcy, z pełną świadomością oddają się zatracie. Brak nadziei jest wszechogarniający, nihilizm tylko go karmi.”

obszerniejsza recenzja dostępna w linku do autora:
Krzysztof Chmielewski

 

„Wzięłam do ręki srebrny tomik – teleport do świata równoległego. Wiem, co zastanę jednak chcę po raz kolejny tam pójść.

Stoję na wielkiej górze usypanych pośrodku zgniecionych papierzysk, zapisanych kartek, pożółkłych brulionów, pomarszczonych okładek niebieskich zeszytów. Szeleszczą niczym zaschnięte liście, kiedy z wysiłkiem odgarniam je, by otworzyć drzwi kolejnego wiersza.

Niezmierzona, szara, przerażająca przestrzeń niepokoju poszatkowana żeliwnymi słupami wartości naczelnych. Od odrapanych ścian odbija się głuche echo buntu prowokująco wrzeszczące. Wiatr nieoczywistości świszcze w wielkich oknach pomiędzy zardzewiałymi ramami bez szyb.

Trudne. Początkowo spore wyzwanie dla mnie, jako czytelnika nieprzyzwyczajonego do potraktowania poezji słowami kanciastymi, jakby nie do wiersza. Niemiękkie, czasem bardzo ponure metafory to wędrówka przez kręte ścieżki i strome urwiska rzeczy ujętej wprost lecz nie wprost. Szczęśliwie przestrzeń pomiędzy wersami duża, a w niej zaułki w których można na chwilę przysiąść i odnaleźć własne odcienie kolorów jakimi Autor pomalował swoją krainę.

Wiersze niebanalne, interesujące, szorstkie, wyzywające. Wymagające. Czasu, przestrzeni, cierpliwości. Otulenia i ciepła.”

obszerniejsza recenzja dostępna w linku do autorki:
Pani Szalo

 

„Pięknie wydana, elegancka książka pełna poezji z innego wymiaru. To wiersze, do których wraca się wiele razy. Innowacyjna, twórcza, niebanalna forma powoduje, że każdy wiersz jest wyjątkowo ciekawy. Wielość interpretacji, mnogość parafraz użytych w tekstach jest nieprawdopodobna. To poezja inna od tych, które dotąd czytałam. Zadziwia gra słów i wielorakość znaczeń, a także prostota połączeń językowych. Czytasz a za każdym razem, gdy wracasz do danego wiersza, wciąż odkrywasz w nim coś nowego.

Wydanie jest przepiękne, okładka w fakturowanym srebrze, papier bardzo dobrej jakości oraz efektowne, niecodzienne, niebanalne ilustracje. Polecam książkę – autor młody, bardzo wrażliwy i twórczy, z ogromnym dystansem do świata i zjawisk w nim zachodzących, a także wnikliwy obserwator. Zadziwia poczuciem humoru umiejętnie wplecionym w misternie uwite wersy. Zachęcam serdecznie, w sam raz na jesienne wieczory, świetna na niebanalny prezent.”

Renata Świeściak

 

„Ta poezja jest dla mnie naprawdę szczególna, tak wyróżniająca się swoją oryginalnością. Jakby na przekór „technicznym” słowom odnajduję w niej coś z mistyki. Stanowi bowiem wyjątkowe połączenie materii i ulotności. Mam też wrażenie, że jej miejscami „metalowy” język jest świadomą prowokacją w kierunku swoistej filozofii. I nie jest to bynajmniej, jak to nazywam, „zimna i twarda” filozofia, ponieważ pojawiają się w niej struktury bardziej subtelne, wypływające z uczuć. Krótko pisząc – wielce interesujący miraż. I naprawdę niewielu twórców potrafi tak wyraźnie odcisnąć na słowie swój znak firmowy. To jest poezja jedyna w swoim rodzaju!”

Katarzyna Kowalewska

 

„Poezja ma do to siebie, że ciężko ją zdefiniować i zamknąć w jakiekolwiek ramy. Poezją może być wszystko co ma wersy, strofy, czy chociażby pojedyncze słowa. I za każdym razem, gdy czytam poezję, staram się – po pierwsze, zrozumieć czytany tekst, po drugie, odnieść go do swoich przeżyć, po trzecie, czerpać z niego przyjemność i po czwarte, ma wyrażać emocje. Niestety, czasem tak jest, że trzy pierwsze elementy nie występują i wtedy całą sytuacje ratuje czwarty element. A jak już zabraknie ostatniego, to nie ma przebacz. Skreślam dany utwór i już do niego nie wracam.

Więc jaki jest tomik wierszy „Łoskot drogi mlecznej”? To nie jest poezja dla każdego. Ba! Śmiem stwierdzić, że jest to poezja dla wąskiego grona wielbicieli takiej formy sztuki. Wiersze wydają się być pozbawione sensu, a każdy wers jakby był wycięty i przypadkowo wstawiony w inne miejsce. Jednakże po kolejnym „wczytaniu się” można ujrzeć, to co autor miał na myśli. Bardzo długo zajęło mi to, bo po prostu nie da się usiąść i w ciągu jednego wieczoru połknąć tego tomiku. To nie jest kolejny teleturniej, który brzmi znajomo, ani żaden taniec z idolami.

Bardzo się męczyłem przy czytaniu, choćby najkrótszego utworu, jednak industrialno-fantastyczne obrazy człowieka wciśniętego w ramy tego świata nie pozwoliły tak szybko odejść. Niechęć i podziw dla autora mieszały się ze sobą tak skutecznie, że zwątpiłem w swoje kryterium w pierwszym akapicie. Ciężko było zrozumieć wiersze, trudno mi było odnieść się do swoich przeżyć i nie czerpałem z tego przyjemności. A jednak czytałem je i patrzyłem na obraz człowieka, pełnego automatycznych odruchów, zaprogramowanych uczuć, łaknącego tę papkę, która jest nam ciągle wciskana w prasie, telewizji i radio. Również człowieka kreatora, który tworząc mitologiczne, sakralne, kulturowe dziedzictwo sam się na nie skazał, podnosząc wysoko poprzeczkę. I autor ukazuje te różnice.

I również ta poezja ma minusy. Jak już napisałem wcześniej, jest trudna w odbiorze i potrafi zniechęcić na samym początku. Kilka razy miałem ochotę odstawić w kąt i nie wracać do niej. Kolejnym minusem jest trudna interpretacja danego utworu. Czasem jakby autor przekombinował i chciał za dużo zamieścić w jednej chwili.

Podsumowując, w tym tomiku zachował się ostatni element mojego zestawienia czyli emocje. Wachlarz emocji od negatywnych do pozytywnych, czasem miesza się ze sobą powodując specyficzną mieszankę. Czasem ciężkostrawną, ale w głębszym odczuciu pożywną dla umysłu.”

Emil Śmistek

 

„W tomiku zauważyłam myśli szerokie, wędrujące daleko, bez ograniczeń przestrzeni. Poczułam krzyk niezgody człowieka wrażliwego niczym dziecko, na zlodowaciały klimat czasu obecnego. Czy kiedyś, na przestrzeni wieków, było inaczej?

Autor dociekliwie walczy mocą słowa o porządek rzeczy pierwszych na planecie Ziemia. Don Kichot z La Manchy?

Niezgodę na chorą rzeczywistość jaskrawo widać w każdym słowie, wersie, wierszu, ale zauważyłam, że dar bogatego wnętrza jest przekleństwem. Chłód wszechświata potrafi ozionąć, pozbawiając radości życia. Bezpieczniej, spokojniej patrzeć jest na świat jednym okiem.”

 Małgorzata Ortmann

 

„Pierwszy raz z poezją Piotra spotkałam się z piętnaście lat temu. Wysłał mi wybór swoich tekstów do publikacji. Przyzwyczajona do prostych (czy typowych dla moich kręgów) metafor odpadłam chyba w drugim wersie. Najprościej było rzucić cholerstwo w kąt i zrzucić na autora bombę pt. „zmanierowany grafoman, co pisze kiczowate, hermetyczne bzdety”, ale jakoś na drugi dzień poczułam, że te dwa przeczytane wersy zaczęły kiełkować. Zrobiłam więc kolejne podejście: hermetyczny, obco brzmiący obraz rozwarstwił się i stworzył pryzmat. Kolorowy pejzaż, który za każdym zamknięciem powiek zmieniał się. Wiersze połknęłam koniec końców, jak wąż — swoim bogactwem cieszyły mnie przez długi czas. Wreszcie były czymś sycącym, czymś dalekim od typowości. Myślę, że właśnie to było jedną z przyczyn utrzymania znajomości z Piotrem. Jego poezja zawsze była (i jest!) dla mnie niezwykłym przeżyciem. Chociaż nie jest to doświadczenie proste i niewymagające.

Język, którym posługuje się Piotr Kasperowicz zbudowany się z dość specyficznych metafor, alegorii, eufonii, obrazowych ekwiwalentów emocji, onomatopei, echolalii, neologizmów, paraboli, elips i asonansów przefiltrowanych przez osobowość autora. On nie tylko pisze tak poezję, on tak mówi. To nie jest maniera, tylko cecha specyficzna dla tego osobnika. Fleksja i dziwna typografia tekstów ma na celu wzmocnienie ikonicznych funkcji słowa. Autor prowadzi monolog wewnętrzny, nie tylko mówi o życiu, ale chce je odtworzyć. Splątany i niejasny na pierwszy rzut oka zapis wizji jest znakiem przeżyć indywidualnych o podobnej strukturze. Nastrój zostaje zaszyfrowany w ciągu obrazów przypominających widzenie senne. Dotarcie do sfery podświadomości i spotkanie z uwolnioną energią psychiczną ma na celu przezwyciężenie duchowej i społecznej alienacji. Jeżeli komuś teksty Piotra „nie leżą w uchu” — musi albo przywyknąć, albo sobie odpuścić. To nie są i nigdy nie były teksty dla każdego (mało kto takie pisze, o ile ktokolwiek). Wyrastają poza swój czas i poza akceptowalną normę — są szczere, autentyczne, intrygujące i głębokie emocjonalnie… Dla mnie. Jak już wspominałam, osoba odbiorcy tekstu ma tutaj równie duże znaczenie, co osoba twórcy.

Autor (…) posiada ciekawą umiejętność zastawiania słów i tworzenia nowych znaczeń. Nie spotkałam się z podobną umiejętnością (może poza twórczością futurystów). Igra dwuznacznościami (zwoje izolacji — jako zwinięta izolacja, jako zwoje mózgowe pokryte izolacją, jako izolacja w sensie odosobnienia zwiniętego w kłębek, a to tylko trzy możliwości, które przychodzą mi na myśl). Wymusza czujność czytelnika. To poezja-łamigłówka, ale jeżeli poszukam uważnie, znajdę swoje magiczne sentencje, które zapiszę w pamięci, a później będę sobie z tych słów czarować obrazy i emocje.

Po przeczytaniu „Łoskotu drogi mlecznej” stworzyłam dla siebie model świata, po którym mogę się poruszać, by odkrywać kolejne znaczenia poezji Piotra. Jest on konstrukcją przypominającą obraz z filmu „Matrix” — jedna wersja dla wszystkich, inna dla tych, którzy się wyłamali. Widzę więc przestrzeń czystą, niemal sterylną — ta sterylność jest nienaturalna, stworzyła ją chemia i detergenty, którymi myjemy się także od środka (chociaż woda do chrztu jest akurat bez detergentów). Mieszkańców tego świata pochłania konsumpcjonizm („kupowanie sprytem”), pustosłowie i industrialność. Nie radzą sobie z pojedynczymi emocjami, czyszczą więc swoje umysły. Później chłoną plastikowe surogaty emocji i defekują. Pustka jest bezpieczna — nie boli, nie wymaga. Wysokie budynki, skrzące się w słońcu („żyletkowe wieże z betonu i stali z widokiem na świat”). A w budynkach ludzie, trybiki, korporat, praca, technika, mechanizacja.

(…) Ludzie tutaj pozbawieni są umiejętności rozmawiania, wyrażania siebie i swoich emocji. Także dlatego, że już się ich pozbyli, przyjmują zastępniki. Ci ludzie są jak istoty po kataklizmie („ludzkie produkty”, „ciało gorejące chemią”) lub wojnie nuklearnej — zdeformowani od środka i od zewnątrz („garbata modelka z agencji Hades ma kosi trawnik”). Walczą o swoje piękno i zdrowie — tak siebie widzą. Chcą pozostać wiecznie młodzi. Wiedzą jednak, że przemijają — chociaż „wiedza może nic nie znaczyć”. „Duchowy głód miażdży”, więc uprawiają „filozofię dla ubogich”. Starają się walczyć o swoje szczęście, chociaż nie mają pojęcia, czym ono jest. Czy szczęściem są opisywane w kolorowych magazynach rzeczy, czy może brak cierpienia, czy może pustka, do której dążą od dzieciństwa hodowani w bez emocji, podlewani toksycznymi relacjami?

Mówimy o świecie, w którym mistyka pozostaje już tylko słowem, bo nie ma wiary ani nadziei, ani miłości. Są za to „ortodoksyjne wyznawczynie wiary w nic wielkiego” i „panny drugiego sortu”. Bóg spogląda z góry („anachroniczny Bóg domu starców”), z oddalenia i chyba czuje ulgę, że nie uczestniczy w życiu tych zdegradowanych istot — „gołodupców na cmentarnym polu minowym”. Cieszy go pokazywanie nam „boskiego podszycia”, bo zdaje sobie sprawę z poziomu naszego okrucieństwa, zna nasze podłe sztuczki, tę „ludzką płyciznę” i wszelkie „wzniosłe wątłości”. Człowiek jest tu raz narzędziem, raz naczyniem. Nie ma mocy sprawczych.

Na poszczególnych poziomach pojawiają się bardziej szczegółowe obrazy rzeczywistości. Praca w tym świecie, podobnie jak w naszym, ma duże znaczenie. Każda jest tak samo ważna lub nieważna — przeliczana na roboczogodziny, oczekiwania, sukces, fachowość, dresscode i „ambicje zwinięte w kłębek”. Ludzie pracując, nieustannie podlegają „strategiom manipulacji” muszą przynależeć, inaczej znajdą się w niebezpiecznym dla siebie miejscu, poza społeczeństwem. Nieprzystosowanym grozi właśnie wyłączenie i „bezrobocie”, nie grożą im już baraki, obozy i magazyny, raczej bezosobowy karton („kartony pustki”, „karton radości”), samotnia na ul. Chłodnej, tymczasem na ulicy Szczęśliwej warte zauważenia są jedynie psie kupy. Z jednej strony pracować należy, z drugiej brak pracy w powszechnym rozumieniu pozwala na dostrzeganie czegoś do tej pory niezauważalnego.

Ten świat jest bardzo techniczny — dużo w nim fizyki, chemii (niebieski laser, załamane światło, nieodwracalne reakcje, trwałość wiązań warunkowana przez czas) oraz informatyki (ochrona hasłem, łamacz kodów). Są też ślady „okrężnych wiaduktów”, „rozjazdów obłudy” czy „kursów kolizyjnych”. Wszystko spowija otulina, która spowalnia poślizg. A poruszać można się tutaj jedynie w dół. Wszystkich czeka spadanie, upadek i wreszcie izolacja.

Hipochondryczny jest ten świat i bolesny. Kult młodości prowadzi do „kaleczenia chemią”, bo starość jest nieatrakcyjna. Odmrożenia, przymarznięcia, cysty, zatrucia, jątrzące się rany, zgorzele, wykwity, sińce, gruczoły, wylinka i wydzieliny, do tego ból fantomowy, zaćma, „grzybiejące stopy”, czy „połamane ramiona” mogą zostać uleczone „pastylkami z czaszką”. Umęczone, udręczone ciała, obarczone wadliwym materiałem genetycznym „spacerują w spalinach”. Ludzie są ślepi. Różne problemy narządu wzroku sprawiają, że ostatecznie „oczodoły chronią wnętrze”. To samo, które wcześniej chemicznie oczyszczono, by nie tworzyły się „przerzuty bliskości”.

Tak bardzo ludzie tutaj pragną szczęścia. Poszukują go wszędzie. Po latach doświadczania życia dochodzą do wniosku, że coś z nami jest nie tak. Palą mosty, nie oglądają się za siebie — zapominając, że to w przeszłości może znajdować się klucz do przyszłości i upragnionego szczęścia. Bez zrozumienia siebie, mogą nie osiągnąć celu. Gdzieś podświadomie rozumieją, że droga liczy się od punktu A do Z i wykasowanie jakiegoś jej etapu tylko gubi, mimo to nie pracują ze sobą ani tym bardziej nad sobą.

Tkwią w przeświadczeniu, że trzeba się dobrze urodzić, by coś osiągnąć. Do tego  dochodzą „presja wychowania” i uszczęśliwianie innych, narzucony brak emocji, „bierność łamiąca wolę”. Wiedzą, że „młodość nie przychodzi łatwo”, więc ją przeczekują i „praktykują autoagresję traumy”, krzywdząc siebie i innych. „Rozcieńczeni w czasie” dokonują „higieny intymnej u psychoterapeuty” skarżąc się na relacje rodzinne i „cięcie piórami przeszłości”, tej samej, której się pozbyli. Te „wyiskane z czułości dzieci” nie radzą sobie w życiu — kupują „szczęście na kredyt”, jako obietnicę lepszego jutra, kuszone iluzją plastiku.

(…) czytaj dalej pod filmem

Nie sposób żyć bez świadomości — jeśli już raz zobaczy ktoś „sedno własnego mroku” i „szczeliny światłego umysłu”, świat zmieni się. Mądrość nie ma w tym świecie wartości, powstają „almanachy pierdół” z może jednym ważnym słowem. Być może jest to słowo z tych, które podczas odpływów leżą na brzegu morza? Powierzchnia słów jest spierzchnięta, bo to „słowa posuchy”. „Zębowiny pamięci” zapuszczają korzenie i dostrzegalny zaczyna być „oślepiający mrok w pełnym słońcu”. Zalążek świadomości. Można wreszcie zauważyć „niepoliczalne plany głębi” i „fuzję przeznaczeń”. Ten „międzybyt” nie trwa jednak długo. Na chwilę można powstrzymać oddech, ale i tak zasili się „plantację zniczy”. Niby nic odkrywczego a zawsze zaskakuje, w pół słowa — po wieki, powieki.

Nie. Tomik Piotra nie jest słodki. Guziczki cukrowane są tu wabikiem, tak samo jak grafiki Adama Fiala. Bez nich tomik pozostałby „błyszczącym uzewnętrznieniem” — dla tych, którzy nie widzieli na żywo tego wydawnictwa, napiszę, że okładka jest srebrna, metaliczna, fakturowana, chłodna wizualnie. Na okładce bliżej prawej krawędzi przytwierdzony jest czarny, wypukły prostokąt z danymi dotyczącymi tomu oraz abstrakcyjną grafiką Fiala. Świat w jego oczach jest tworzony przez postaci przypominających roboty, o trójkątnych, trapezowatych lub kwadratowych głowach i równie geometrycznych ciałach. Prace te są kolorowe, poniekąd infantylne w sposobie prezentowania tej nierzeczywistości, stąd zapewne moje skojarzenie ich z cukrowanymi guziczkami. Sam tomik jest dostojnie chłodny, błyszczący… Forma dopełnia więc całość — piszę to na wszelki wypadek, gdyby komuś wydawało się, że nie ważne jak wyglądają tomiki poezji, ważna jest ich zawartość. Zdecydowanie, ale tutaj wizualność i sensoryczność (okładka) dają dodatkowe bodźce. Jak dla mnie nie bez znaczenia, szczególnie jeżeli ktoś posiada dużą wyobraźnię, w której ma zachowane w specjalnych skrzynkach obrazy, zapachy i smaki — a te odtwarza podczas czytania konkretnych słów-kluczy.

„Łoskot drogi mlecznej” Piotra Kasperowicza to nie jeden wewnętrznie sprzeczny obraz, a sekwencja obrazów, których celem jest wytworzenie sugestii prawd i stanów psychicznych. Ten tomik to swoisty dziennik istoty spoza Ziemi. Poezja jako przestroga — poezja na przebudzenie do…”

obszerniejsza recenzja dostępna w linku do autorki:
Łucja Lange

 

„Książka jest piękna a to co w środku – niepospolite, niesamowite i wyjątkowe. Trudne w odbiorze. Nie wystarczy tu sama wrażliwość, ale wskazana jest duża dawka wiedzy technicznej, biologicznej i innej. Czytam kierunkowana swoją potrzebą na wrażliwość codzienną. Ta twórczość jest wyjątkiem.”

Alicja Cyran


Bezcelowe wzory wyobraźni – ilustrowane

Aby przeczytać wiersz kliknij w obrazek

Autorką ilustracji jest Anna Bukowska-Bączek

Lost & Found Mega*Zine #3

Numer 3: Światło i mrok

ENGLISH VERSION HERE

Wielka opozycja

Wyeksploatowane oczy
i puste meridiany gwiazd błądzących
triumf zapłonu gruzowiska
w wielkiej opozycji
łuszcząca się rdza
przekserowanych na wojnę oczu
które nie mrugają.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Kręgosłup moralny

Lost & Found Mega*Zine #1

Numer 1: Inspiracja życia oraz poszukiwanie i znajdowanie celu

ENGLISH VERSION HERE

Odbicia

Odzwierciedlenie własnego odbicia
w poczuciu wyłączności na jednostajne bicie
tragedia artysty montera
na zaworach o ukręconych główkach
przerafinowana satysfakcja
kondensująca gorzkość
w źle przecedzony ulepek bezkresu
na tle doczesnego wizerunku.

Wizytówka

Życie
w chwiejnym procesie umierania
bez osób
bezwarunkowo uzależnionych
jedynie śmierć
nieustannie zostawiająca wizytówki.