Korzenie intelektu

Bardzo mnie zawiódł poziom mądrości ósmego zęba
rozczarowanie do dna powykręcanego korzenia intelektu
rosnącego w poprzek normom i zakręconego na końcu
ósemka z wiedzy podszytej warstwami roponośnymi
po ekstrakcji i przewróceniu przypominała nieskończoność
rozwinęła pokłady kojarzone wyłącznie ze szczękościskiem
bynajmniej nie tryskające mądrością sprzed naszej ery
nie uciułała fortuny i nie wypełniła zębodołu wikipedii
przeżuwając lokalny padół zmacerowanym dziąsłem
nie nakarmiła świata z wiecznym problem gastrycznym
pozostało założyć szwy marnotrawstwu na uzębienie
zjeść przeciwzapalne leki i przemyć jamę płukanką
podczas borowania na fotelu opowiedzieć to wszystko
wypowiadając zdania złożone z pełną artykulacją i dykcją.

Dzikie Wyspy Lojalności

Twardy człowiek w synapsach stanął przy oknie
sięgając pamięcią aż po dzikie Wyspy Lojalności
otoczony elastycznymi ideologiami starych ludzi
których życie gwałtownie pominęło w mądrości
nie wykazały jej wyniki przepychanek słownych
oraz proboskich utyskiwań na losy tego świata
z naciskiem na polubowne interdomowe piekiełko

patrzy w stronę pyskatych wyrostków z trądzikiem
których dawno przerosła szybkość wyszukiwarek
ograniczając im zdobywanie wiedzy do minimum
nie wykazały jej implikacje ekranowych strzelanek
najlepszy wynik zabijania nagrodził jedynie refleks
twardy człowiek w synapsach odwrócił głowę
po Wyspach Lojalności rozbiegły się zdziczałe psy.

Zawiłości bawełny

Macica nie wykarmi wiedzą spragnionych
którzy przestali wierzyć bajkom
którzy bez posiadania racji
istnieją w koszach na śmieci
logika nie stworzy połączeń astralnych

udowodniono zgodność rzędów cyfr
realia nie wynikną poza zawiłości bawełny
patrzenie w oka mgnieniu zobaczy więcej
w otchłani niesprawnych neuronów
spora zawartość wysondowanej prawdy.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Nic (mój feblik 4)

Istotność lubuje przypadki
koincydencja konwergencji
napęczniała żyła wiedzy
równie dobrze może nic nie znaczyć
filozofia dla ubogich
gdy na książki o miłości nie starcza ci pensji
nic dla mnie nie masz
prócz recesywnych dotyków zbyt inteligentnej inklinacji
jeśli w ogóle cokolwiek to może znaczyć
afotyczne szczeliny światłego umysłu
oto mój materiał genetyczny.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Dramat na spawach

Jestem radością
bożą dzieciną w trakcie rozbiórki
nienormalnym skurwysynem obudowanym pustakami
z wiecznym problemem przy fundamentach
przesiąkanie cieczy łzowej do piwnic
jestem kurwa radością
grubo ciosana miłość robi zadry w czułości
bez znajomości zasad bezpieczeństwa i higieny pracy
uderza do głębi pięciopiętrowym rusztowaniem empatii
które nigdy nie było podporą
czy damy radę
spodziewany dramat na spawach możliwy do przewidzenia
katastrofa budowlana bez okularów ochronnych
oko opatrzności w oku cyklonu
nic konkretnego
na co radość nie byłaby przygotowana
oraz Bob Budowniczy.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Otrzewne kręgi atoli

Zamknąłem własną książkę skradzioną na wyprzedaży
niepiśmienni nędznicy rymujący donosy artystyczną czcionką
ślepe latarnie morskie z drugiej ręki brzegu
otrzewne kręgi atoli pokonane bez napęczniałej żyły wiedzy
magia dodana kroplami inkaustu mnoży muśnięcia na powierzchni głębi
ocean światowy trzaska sztormami o krawędzie światła
serce żywiołu nie nabawiło się potęgi i siły
misterna konstrukcja niełamliwych elementów
nie obrusza się zdławionym chrząknięciem ostentacji
widziała niejedno.

W magazynie osób mniejszych 8

Może się dowiem, a może przyjdzie mi odszczekać, ale jestem tu dopiero miesiąc. Skąd mogę wiedzieć, jak wygląda życie wewnętrzne Irlandczyka Północnika? Jedynie opisuje, co widzę. A widzę tylko to, co jest dane zobaczyć ludzkiemu dodatkowi do pomarańczowego wózka. Perspektywę mam ograniczoną do subkultury magazynowej i okolic po drodze. Na rozmyślania mam wolną głowę, bo to najgłupsze z zajęć, jakie kiedykolwiek miałem nieprzyjemność wykonywać, ale za najlepsze pieniądze z dotychczasowo zarabianych. Totalna nuda nieustannie powtarzanych czynności. A po pracy głównie siedzę i czekam, aż życie zaproponuje mi jakieś ciekawsze rozwiązanie – nawet nie w kwestii ceny tutejszego produktu zbliżonego do chleba. W tym cały problem. Nie ma na co czekać. Trzeba działać! Czynić jakąkolwiek powinność w sobie, jeśli nie ma sprzyjających warunków na zewnątrz. Wiem, że każdy puszkowany produkt myśli podobnie, bo – na podstawie filmów o policjantach i psychopatycznych seryjnych mordercach – rozkminiłem, że pracując w magazynie, muszę zacząć myśleć na sposób produktu. Życie towaru stawało mi się coraz bliższe, co miało zaowocować niebawem dziwnymi zjawiskami.

LINK DO CZĘŚCI 9

Ropa

Milczące bryły słów
wytrwale tropią
zderzenia teraźniejszości wiedzy
z watahami krzyczących masywów
dryfują profesjonalnie
do żerowiska wiary
nieskończona obojętność
bezmyślnie kochająca boga
prawda komplikowana zderzeniami
antagonistyczne argumenty
i trwałe wiązania przekory
prostota uczuć
podejrzana w prostej linii
szczerość bliska rezygnacji
ropą zalepia oczy.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Bułka doznań z masłem

Odpoczywając na bułce doznań z masłem
dotkliwym zmartwieniem własna produkcja sebum
bezzałogowe ekipy ratunkowe
porzuciły próby konserwacji fałdów mózgu
serce źle osadzone na śrubunku
kiepsko się trzyma ze względu na metale ciężkie
obłość uczucia pomylona z tępotą
na ostrość brzytwy w mrozie reaguje zimowym przykurczem
ostre krawędzie intruzów niweczą przyszłość zrobioną na gładź
wyśrodkowanie pozbawione ciągów rozsądku
niczym asekuracja z ciucholandu
poza twierdzeniami wiedzy nic nie przynosi
statystyczne zestawienie logarytmicznego wykres niezborności.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Kraina roztoczków

Kiedy dookoła roztaczają się roztocza
i nie jest to typowy krajobraz roztoczański
co najwyżej kraina roztoczków pozbawionych toczków
a ty nie masz akurat ochoty włączać ssania
zgodnie z ideologią powrotu do natury
poocieraj się o korę
nakarm swoją farmę złuszczającym się naskórkiem
poczuj przydatność wiedząc
że możesz się do czegoś zużyć
używając nadmiaru siebie wyjdź poza siebie
pomagając sobie w linieniu
niech się przed tobą roztoczą wszystkie warstwy
roztocza je zwiną
porzuć wszelkie troski trwającej chwili pocierania
karalność wykroczenia ocieractwa wciąż nie jest egzekwowana
siłą woli pomiń siły tarcia
dzielnie rozcieraj zrogowaciałe złogi
jako karmiciel roztoczków i rozkruszków
też możesz zostać pasożytem
ewentualnie przykuj się do drzewa.

Uchylność hasła dostępu

Wyciągnij wtyczkę z przeszłości
usuń ten kontakt
z czeluści mrocznych kaźni
siłownikiem myszki
gdy czujesz się nisko
wybij oko Saurona
i zastrzeż sobie
że podbijesz mu drugie
wykasuj te słowa
ogniotrwałe ogryzki
wymaż to zdjęcie
certyfikowane emotikoną uśmiechu
oznaczone cyfrowym objęciem
podrzyj te fotografie
wraz z uchylnością hasła dostępu
jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć
zabierz akumulator.

 

LINK DO SKRÓCONEJ WERSJI

Uniżony do poziomu

Nie ma bezpośrednich dotyków
pomiędzy elokwentnymi krasomówcami
a niskim poziomem
po prostu dziękuję
nie przywykłem brać do ust brudnej wody
używanej do rozmaczania spuścizn
najmniejszych śladów podobieństwa z klasą wyrobników
nie podnoszących własnej wartości cudzym kosztem
czy wyszukanym za granicą serca słowem
które gówno znaczy
i kto tu jest większym smrodem
czy może mniej dobranym rozmówcą
bez umiejętności jednoczesnego słuchania
zatwardziale udając twarzą
zrozumienie dla czczej gadaniny
pełne wzniosłości miłosierdzia mimiki
dla syreniego śpiewu zgromadzeń mędrców
co nigdy się nie zamykają
odganiając myśli o niewielkiej mądrości wiedzących
oraz o świecie od zawsze grzebiącym w nocnikach.

Kontur człowieka

Musi być coś więcej
by istnieć sobą
nie tylko sposobem

nie mam nic do powiedzenia
encyklopedyczne frazesy wiedzy
w zestawie gnijących klocków legolandu
rzucone mądrości tarzającej się w błocie
nieskuteczne teorie porządku i ładu
nawet nie w kontrze do wiadomości
o wymuszeniach, torturach i głodzie
w plotkach o biciu piany ze słowa
rozmazał się kontur człowieka
o kręgosłupie moralnym i szczerym
wypadłych dysków chrzęstna szklista estetyka

milczę na niższym poziomie częstotliwości
znajomi ze świata ludzi
wymieniają bezcelowe informacje
napędzane sloganem co miga
utrudnionym sposobem wyrażania uczuć
muszę się teraz zatrzymać
od siebie odpocząć.

Mądrość meduzy

Odejmujesz mnie od swoich obejm
obojętnie zachowując upór
bez końca neguję pokorę
poprzez odbarwione włosy
jestem jedynie naczyniem na krew
nie chcę takiej wiedzy
mądrości meduzy
w chaosie twych rąk
nic w co mógłbym uwierzyć
nieokreśloność skały

z wyrwą.

Logika muszki owocówki

Wiedza z domieszką absurdu stwarza geniusz
nie należy jednak aury mylić z aureolą
wodogłowia z odpowiednim nawodnieniem organizmu
tudzież dla sztuki ustawiać pianoli w filharmonii
zmuszać bożych krówek do dawania mleka
a muszek owocówek do przynoszenia owoców
zdzierać z szyszynki futra
ani stawiać jej na wigilijnym stole

bioelektryczny zapis czynności tożsamy entropii zdziwiony
że produkty UHaTe nie słuchają co się do nich mówi
logika muszki owocówki wyżerającej miąższ twierdząca
że zdecydowanie warto pozostać organizmem żywym
amigdalina nie zwykła migdalić się rakiem

niniejszy wiersz w sprawie nieuporządkowania czynności
jest ostateczny
ewentualna dalsza korespondencja w przedmiotowej kwestii
jest niezasadna i bezcelowa.

Oda do młodości XXI

Tracimy kontakt
choć procent połączeń raptownie wzrasta
społecznie bezużyteczni
żyjemy w czasie rzeczywistym sieci
o życiach otwartych bezterminowo
na podstawce myszy
nie wiemy kiedy wrócimy
ekwilibrystycznie giętko przerzucamy szczęście
między złączkami oprzyrządowania serca
wciąż bez wyjść na dżeki
nielegalnie oprogramowani
samotnością z sobą
igramy milczeniem
i z bogiem.

Stworzenie na miarę

Czarnoksiężniku
odpuść sobie łagodzenie objawów
mam dla ciebie śmierć
dokładnie taką jak lubisz
zaklęcia
tajemne nalewki
mikstury
daremne
jedynie śmierć stworzono na miarę
twej satysfakcji w udręce
wiem
zrobisz to
jak swego rodzaju antidotum
w podzięce istnienia
ty się sprzeciwisz na taki przepis
trwania niebytu
za życia
złamiesz niepisane zasady
nie mogąc cofnąć uroku
najpotężniej wykroczysz
świętego dnia po życiu
wbrew naturze zgrzeszysz
nie tak jak zawsze
brakiem rozkoszy.

Inkluz

Żadna wiedza w zakresie niezbędnym
nie jęła ogarniać pól flegrejskich
na miejscu głównego organu
Hefajstos abdykował
lecz nikt nie przyjął wymówienia
podczas ekwinokcjum będącym optimum ówczesnego dnia
gliniana stągiew
stercząca po środku pól
pękła jak skała
uwolniony inkluz zalał memuar
rozmazując czarne znaki runiczne
ziemski eksudat zastygł.

Wszystkie członki w domu

Wyobraźcie sobie następującą sytuację. Mieszkacie przytulnie we własnym, osobistym mieszkanku odziedziczonym po starszym bracie, który założył rodzinę, zapragnął zwiększyć swój metraż i przeniósł się do innego miasta. Mieszkacie spokojnie od poniedziałku do czwartku, a przed piątkiem robicie duże zakupy, zamykacie drzwi na wszystkie zamki, zasłaniacie okna i udajecie, że akurat w kolejny weekend nie będzie was w mieszkaniu. Wszystko z jedynego powodu. Wraz z mieszkaniem odziedziczyliście przyjaciela mieszkania tj., chciałem powiedzieć, przyjaciela brata.

Człowiek z gruntu poczciwy, miły, wręcz usłużny, a do tego zdaje się inteligentny. Przyjeżdża prawie co tydzień ze wsi, z której odjeżdża tylko jeden autobus dziennie (to będzie istotne w toku dalszych wydarzeń), aby ambitnie uczęszczać na studia zaoczne w dziedzinie zbliżonej do informatyki. Dobrze mieć takiego znajomego, co zawsze pomajstruje przy komputerze i naprawi to, co Bóg raczy wiedzieć jakim sposobem udało nam się wczoraj wykasować, albo skonfiguruje ze sobą wszystkie osprzęty, które według sprzedawcy miały działać ze sobą w komitywie, ale z powodu różnicy charakterów mają z tym problem. Poza tym, zawsze to miło jak w weekend ktoś wpadnie i pogada, prawda? Niestety sprawy mają się trochę inaczej i nasza gościnność, poczucie dobrego smaku oraz kultura osobista zostają wystawione na ciężką próbę. Nie wspominając o aktywności połączeń nerwowych.

Przyjeżdża taki gość do nas w piątek z rana, tak że jeszcze zdąży nas obudzić. W sumie to nie wiadomo dlaczego właśnie w piątek, skoro w piątek nie zwykł udawać się na jakiekolwiek zajęcia. Przyjeżdża i jest. Tak po prostu, bez słowa zapytania czy może, albo czy mamy czas, ewentualnie ochotę. Jest i trwa przy nas. Przecież był tu jeszcze zanim my się pojawiliśmy. Więc jest. Od zarania dziejów. A my ze względu na brata i poszanowanie jego przyjaciół godzimy się na przypadkowego lokatora.

Jest w piątek, jest w sobotę, bo tak się złożyło, że długo siedział przy komputerze i nie wstał z rana na zajęcia, a potem to już nie było sensu wychodzić. Jest w niedzielę. Chyba z czystej przyzwoitości udało mu się trafić na jakieś zajęcia, ale bez przesady, trzy godziny ćwiczeń to niehumanitarne zagrania uczelni wymierzone przeciwko całemu społeczeństwu, które pozbawia się możliwości godnego zdobywania wiedzy. Tak się zupełnie przypadkowo składa, że dokładnie wiemy o jedynym autobusie o 16:30, który może zawieść naszego gościa do domu, ale cóż, jest 14:00 i dowiadujemy się mimochodem, że chyba, z niewiadomych, bliżej nie określonych powodów, nie uda mu się na niego zdążyć. No więc spędzamy uroczy niedzielny wieczór na pasjonującej nas niezmiernie rozmowie o broni i metodach samoobrony, bo jak się okazuje to takie małe hobby naszego przyjaciela. Dowiadujemy się ponadto, że aktualne studia są piątymi z kolei, po równie fascynujących czterech poprzednich, których tylko przez wyżej wspomniany, kulawy system szkolnictwa wyższego nie udało się zakończyć powodzeniem. Przed spotęgowaniem nerwicy natręctw, objawiającej się wbijaniem rozgrzanych szpilek w specjalnie do tego celu przygotowaną laleczkę voodoo, ratujemy się pobytem w łazience, z bardzo prostej przyczyny. Jest to najrzadziej odwiedzane miejsce naszego współlokatora, co najmniej od piątku.

Jest w poniedziałek. Wracamy z pracy, nie wiedzieć czemu, jak do własnego mieszkania i widzimy przewalające się przez pulpit naszego komputera rozhulane nagie pary i inne konfiguracje ludzi nie całkiem ubranych, ogarniętych żądzą feromonów na drodze chuci tarcia i akrobatyki sportów wyczynowych. Z pewną taką nieśmiałością pytamy, co to niby ma być, by dowiedzieć się, że znalazł to w naszym koszu na śmieci, który swoją drogą opróżnia się automatycznie, zawsze przed zamknięciem systemu. Nie muszę dodawać z jakim trudem zawsze przychodzą nam przeoczenia we własnym komputerze przyrodniczego filmu akcji. Z niczym nieusprawiedliwionej kurtuazji wolimy nie pytać w jakim celu grzebał w naszym koszu na śmieci. Do odczytywanych przez niego wiadomości z komunikatora zdążyliśmy się na szczęście przyzwyczaić kilka tygodni wcześniej.

Oczywistym chyba jest, że nasz nowy ulubiony domownik nie poczuwa się do odpowiedzialności za jakiekolwiek utrzymanie mieszkania w formie przyjemnej do użytkowania, nie czuje się również zobligowany do tworzenia wkładu w życie lodówki. Cieszymy się już z tego, że chociaż gasi w niej światło. Bo tak poza tym, to uważa nas za idiotów wmawiając nam, z resztą mało profesjonalnie, mnóstwo kłamstw w żywe oczy, na przykład co do obsługi komputera.

Zapytamy więc, w czym problem, skoro gość nam nie odpowiada, to czemu go nie wyprosimy? Otóż, nie da się. Niby inteligentny, a na żadne aluzje nie reaguje. Gdy nawet już wzbierze w nas złość na tyle by doprowadzić do pęknięcia nabrzmiałego od trzech dni naczyńka w mózgu i powiemy mu, co nam się nie podoba, to i tak albo nie zrobi to na nim żadnego wrażenia brzemiennego w skutki, albo zrobi minkę maltretowanego dziecka z patologicznej rodziny, które zlano pasem ze sprzączką po nerkach. Poczujemy się wtedy jak ostatnie dranie wyzute z każdej odrobiny podstawowego miłosierdzia.

Teraz nikogo już nie dziwi obniżenie kontaktów międzyludzkich w dobie coraz powszechniejszego osieciowania i globalizacji oraz weekendowe barykadowanie się w domach. Pozostaje nam wystukanie na klawiaturze, co o tym wszystkim myślimy, założenie bloga, ustawienie go jako stronę startową w przeglądarce i umieszczenie tam naszych przemyśleń o wszystkich członkach rodziny z nadzieją, że umieją czytać ze zrozumieniem.

Wszelka zbieżność z autentycznymi wydarzeniami i postaciami jest zamierzona. Zmieniono szczegóły, aby uczynić fabułę bardziej uniwersalną.