Nieodporność jednostek opornych

Byt świadomy nieustannie czegoś poszukiwał
przez co ustawicznie był uziemiany
miał szlaban jak każdy nastolatek
by tylko nie wychodził z domu
i nie kosztował meliny świata
na którego tępotę nie był przygotowany
wszystko z obawy o nieodporność
spotykaną u jednostek opornych
będącą i powodem i wypadkową sprzeciwu.

Błędność ciszy

Kurczenie wszechświata
ciągłymi nakłuciami czasoprzestrzeni
aktywacji serca rosnącego wstecz
bezskuteczne próby
promieniowanie kosmiczne zwiększa śmiercionośność
przyziemności w próżni
iskra dla fali uderzeniowej pierwszego skurczu
serca utwardzanego rylcem
w szlachetnych paczkach rozesłano perseidy
do ukamienowania kolejnych ludzkich odruchów
między światem a sercem jest przerwa
zadawana ogromem rana kłuta
i szarpana błędność ciszy.

Torpedówki

Plany doszczętnie storpedowane mięsem armatnim
pędzącym przez świat jak torpedówki
zasilane na dynamo działają tylko w ruchu
widać w te koncepcje nigdy nie zainwestowano
kolebią się bezzałogowym miejskim busem
niczym perpetum mobile własnej nieudaczności
kruchość torpedami w słabość przeinaczona
taka subtelność podstawiona do wzoru pędu
jakby do luku torpedowego wsunąć nadętą rozdymkę
i liczyć na mało toksyn w nadobnym rozbryzgu
albo watahę pocisków wycelować w szczeniaczka
który po wzięciu pod włos okaże się hardym zwierzęciem.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Pierwsze zaniechanie

Wybuchy tła
przy tlącym się planie
pierwszego zaniechania
pozbywając się tej części przeszłości
własną miarą rzeczy
przez aklamację
powstrzymaj rozczarowanie dnia powszedniego
odświętnie przystrojone na co dzień
w nieheroicznym świecie
który wymaga dużych nakładów
na produkcję magii.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Droga Mleczna – z cyklu Poezja toaletowa

Kliknij w obrazek

 

LINK DO WERSJI MULTIMEDIALNEJ

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Pod obiciem rogówki

Kim ty jesteś skoro cię nie ma
zatruciem życia na powierzchni komórki
jadzącą się raną z tych które zadaje się tylko raz
bólem fantomowym po stracie kończyny
topografią młodocianych marzeń zabójczą jak Himalaje
uskokiem kontynentalnym serca w geologicznym czasie świata
elementarzem do nauki widzenia w słońcu pisanym nieznanym językiem
zaćmą pod obiciem rogówki u tapicera pomyślności
boleścią niewidomego w punkcie widokowym
niemym świadkiem ludobójstwa na konferencji prasowej
powtarzalnością uroku ciemności utrwaloną najdłużej bez powielacza
kim ty jesteś że tak umiesz.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Poza urzędem pracy

Zestawiając dane opisujące przebieg działalności życia
odczuwam dużo lecz mało kontrastowo
bez wyraźnej oprawy graficznej
deficyt
do tej pory zawsze wynikał deficyt
wyrażony w jednostkach pieniężnych
lub jednostkach uczuć
mała frekwencja wśród zwiedzających gwarantowana
zwłaszcza poza urzędem pracy
ogólnoświatowy kryzys w małej skali depresji
plany śmiałej desperacji wszelkich zasobów
naturalnie słuszny popyt
postęp za cenę zubożenia życia niepłacącego faktur
i podwykonawców bankrutujących po ludzku
nie wystosowano żadnej transzy z pomocą
choć otwarcie deklarowałem przyjąć każdą ilość euro
przeeksploatowanie
przed przystąpieniem do wydobycia.

Otrzewne kręgi atoli

Zamknąłem własną książkę skradzioną na wyprzedaży
niepiśmienni nędznicy rymujący donosy artystyczną czcionką
ślepe latarnie morskie z drugiej ręki brzegu
otrzewne kręgi atoli pokonane bez napęczniałej żyły wiedzy
magia dodana kroplami inkaustu mnoży muśnięcia na powierzchni głębi
ocean światowy trzaska sztormami o krawędzie światła
serce żywiołu nie nabawiło się potęgi i siły
misterna konstrukcja niełamliwych elementów
nie obrusza się zdławionym chrząknięciem ostentacji
widziała niejedno.

W magazynie osób mniejszych 3

A nie wszyscy są od roboty. W magazynie są też tacy od myślenia. Tak się bidulki przemęczają, że czasem mam ochotę przewieźć ich moim rozklekotanym pojazdem z zawrotną prędkością dwudziestu kilometrów na godzinę, co by im się w główkach przejaśniło od powiewów świeżego powietrza. Może zaczęliby wtedy racjonalnie nami zarządzać. To znaczy, żebym ładował puszysty papier toaletowy, a nie diabelnie ciężkie zgrzewki wielopaków wody i soków. A tu nic z tego. To nie koncert życzeń. Co najwyżej randka w ciemno za wachlarzem z szeregu palet. Wygrać można zakwasy. Odciski są nagrodą pocieszenia.

No i tak sobie jeżdżę po tym magazynie w poszukiwaniu upragnionych przez Irlandczyków produktów odżywczych. Tubylcy karmią nimi swoje nowotwory w różnych stadiach, bo z żywnością ten towar ma tyle wspólnego, co muszki owocówki z owocami. Czyli wywodzą się z jednej linii. Frazeologicznej. Już tłumaczę. To jest tak, że te produkty miały być odżywcze, żeby nie powiedzieć z rozpędu naturalne, a muszki owocówki z założenia miały dawać owoce. Gdy tak sobie jeżdżę moim wózkiem, mam bardzo dużo czasu na przemyślenia. I kiedy trak ostatnio mi robił „pyr, pyr, pyr”, to skojarzyło mi się, że jestem taki fajny jak ten pan, co w jednym filmie na małym motorku-kosiarce jeździł po świecie. Że moja praca to taka właśnie prosta historia. Bardzo prosta umysłowo, nie mylić z kosiarzem umysłów. Takie codzienne wyścigi z czasem, aby nadążyć za chorą normą.

Przeprowadziłem ostatnio doświadczenie na sobie i systemie magazynowym. Wyszło mi, że nigdy nie będę wystarczająco dobrym pickerem. Picker to Ludzki Podnośnik Dóbr – LPD. Często mylone z LPR. Dalece niestosownie. Dostałem wyjątkowo skomplikowane zadanie – odnaleźć i dostarczyć jeden ładunek, jeden produkt z szarego końca brudnego magazynu. Postanowiłem się wykazać. Ekspresowo załadowałem skrzynię na traka i popędziłem przez magazyn na przełaj, łamiąc wszelkie możliwe wewnętrzne przepisy drogowe. Przepisy mówią o tym, że wszystkie drogi są jednokierunkowe i nie można jeździć do tyłu. Skutkuje to wieczną jazdą slalomem między alejkami. Należy też trąbić przed wjechaniem na skrzyżowanie, przydatne, gdyby ktoś usnął za kierownicą. Jakby powiedzieli panowie policjanci z drogówki, nie zastosowałem się. Błyskawicznie zabrałem już z daleka upatrzony produkt i wróciłem pełnym gazem w ten sam niegodny kierowcy sposób. Odstawiłem na wyznaczone miejsce, kliknąłem to tu to tam, a tu niespodzianka! Nie udało mi się wyrobić normy! Nie zmieściłem się w czasie! No więc co ja miałem zrobić? Przeskakiwać między alejkami? Fruwać pod sufitem? Czy założyć majtki na wierzch i udawać Supermana? Struś Pędziwiatr, szybki tramwaj, Flash Gordon… Może to są te normy unijne dla Polski? Ale luz, myślmy pozytywnie. Po co mi logika, skoro jestem w wesołym miasteczku? Rozbijam się pomarańczową furą i jeszcze mi za to płacą.

Zakręt obręczy

Wysoce aktywny zakręt obręczy
na którym zawisła twoja rzeczywistość
przywołuje głodne duchy z pamięci
zwabione światłem rozwieszonych lampionów
dokonacie razem palenia świata
by bez bagażu kreślić nowe zakręty
na jawie oburęcznych płomieni
we śnie zaprzeszłych kalendarzy
zakręt obręczy znosi na pobocze
pełne wyprysków bólu.

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Skrajna estetyka

Oddalając się w najdalszą na świecie z bezkresnych oddali
odbicia luster pochwyciły ciemniejące oczy
zupełnie bezosobowo
jakby pierwszy raz dotknęły sedna własnego mroku
kwarcytowe tafle piasku mają teraz dowód
oczu przekierowanych na skraj
jakby były na zbyciu
oczodoły próbują jeszcze chronić wnętrze
chyba tylko ze względów wnętrzarskich.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Z rynsztunkiem pod ołtarz

Panowie
tutaj z tym industrialem
z rynsztunkiem pod ołtarz
ofiar naiwnego dzieciństwa
spędzonego na wysyłaniu próśb do nieba
w kopertach bez miejsca na adresata
małe przeoczone znaki
zurbanizowane doświadczeniem
próbują wracać z przeszłości
jak zabłąkane w czasach wojen listy
niezależnie od aktów teizmu
chcą się uteraźniejsić
rzucić w bielejące oczy
wobec ostrzegawczych wiadomości
na tle sygnałów wielkiego miasta
pod ostrzałem manipulacji
hipokryzja dodana do wody pitnej
lemniskata historii w oparach absurdu.

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Choler Advert Part 1


LINK DO KOLEJNEJ REKLAMY

Filmik zajął I miejsce w konkursie na wizualną reklamę bloga. Organizatorem turnieju była witryna systemów reklamowych AdTaily. Konkurs przeznaczony był dla użytkowników serwisu blog.pl i miał na celu szersze wypromowanie blogosfery. AdTaily obecnie nosi nazwę Yieldbird.

Czynnik

Czynniki atmosferyczne na gołą skórę
to jeszcze nie wyostrzanie zmysłów
podobnie jak ugryzienia w język
przy obcowaniu z przyłożeniami pijawek
stawianie na szali samodestrukcji
z lekką tendencją do przyboru masy
już trochę bardziej wyważy czucie
odstąpienie od panowania nad światem
na rzecz zerowej oglądalności bloga
musi coś ponad to znaczyć.

Matryce

Powielane matryce naszpikowane trocinami
godne zadziora przy grymasie piły tarczowej
ryzyko wkomponowane niekoniecznie przez siebie
skomponowane samo w sobie na wyłączność
zgoda na siebie w świecie ze światem na zgodę
pozwolić odejść zapomniawszy zadrżeć
połączyć w całość powielając na dobre.

Iniekcje fotobłysków

Pewność siebie w pewnym załamaniu
żadnych iluzji życia według wzoru
w nadchodzącej rzeczywistości sfera
kosmicznego niedopatrzenia losu
przeświadczenie o lepszych sposobach trwania
wewnętrzne rozsypki wyobrażeń
rozsypane na uroczysku człowieczeństwa
posypane saletrą hamują procesy gnilne
na klepisku możliwości ludzkich uczuć
codziennie umiera coś nowego
na zaciśniętej twarzy nienasmarowanej botuliną
po iskrach zapalnych zamiast wybuchów
na ciele świata iniekcje fotobłysków.

Życie spakowane w pudełka

Dla świata martwota
na okoliczność bycia dzieckiem
przynależność do czegokolwiek
według własnego sposobu postrzegania
poza systematyką machiny biurokracji
na uboczu świadczeń gwarantowanych
ale i bez możliwości przejęcia władzy
własny świat politycznie nieskorumpowany
spragniony kartonowymi wyobrażeniami
dążący do uzupełnień w epilogu wiadomości
oczekujący na drodze poszukiwań
zakończenia pracowniczych alokacji
w schemacie zależności szkoleń z człowieczeństwa
życie spakowane w pudełka
przy niezmiennej monotonii zmiany.

Dla mnie lęk

Nieoznaczony koniec
i wynikające z tego rozstaje mądrości
kolejny etap pouczającej wędrówki
czasem tylko naruszający skalne konstrukcje dróg mlecznych
niejedna niewielka wiadoma
jednej wielkiej nieogarnionej siły
na przestrzeni życia
toczącego się w nadprzestrzeni
długotrwałe wyjazdy i chwilowe powroty
nicość w czasie świata
ma dla mnie lęk.

Uniżony do poziomu

Nie ma bezpośrednich dotyków
pomiędzy elokwentnymi krasomówcami
a niskim poziomem
po prostu dziękuję
nie przywykłem brać do ust brudnej wody
używanej do rozmaczania spuścizn
najmniejszych śladów podobieństwa z klasą wyrobników
nie podnoszących własnej wartości cudzym kosztem
czy wyszukanym za granicą serca słowem
które gówno znaczy
i kto tu jest większym smrodem
czy może mniej dobranym rozmówcą
bez umiejętności jednoczesnego słuchania
zatwardziale udając twarzą
zrozumienie dla czczej gadaniny
pełne wzniosłości miłosierdzia mimiki
dla syreniego śpiewu zgromadzeń mędrców
co nigdy się nie zamykają
odganiając myśli o niewielkiej mądrości wiedzących
oraz o świecie od zawsze grzebiącym w nocnikach.

Poza ustrojem

Świat pełen oceanów niespełnionej miłości
i my nieumiejący pływać poza własnym ustrojem
mistyczna subtelność świeżych stokrotek na łąkach wiecznego lubowania
oraz palce czucia tkwiące w ekstraktach mrocznych kaźni
nawet jeśli to ci wisi to wcale nie znaczy że nie ciąży.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Milczące obrazy trwania

Torowiska bycia sobą
na rozjazdach obłudy
okrężne wiadukty alter ego
i zwinięte w kłębek ambicje
na skrzyżowaniu autostrad
człowiek po przejściach
bez przejść dla pieszych

milczące obrazy trwania
przesuwane napędem tramwaju
mijamy się z sobą
zamiast kochać.

 

LINK DO WERSJI MULTIMEDIALNEJ

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”