Autoportret przemykającej po ekranach

„Pęknięcia”, najnowszy tomik pióra Zdzisławy Górskiej, to obszerny wybór poezji mogący z łatwością zaskoczyć czytelników. Tych, którzy nie znają jeszcze sposobu pisania autorki zdziwić może precyzja, elegancja i wyrafinowanie w splotach wersów. Subtelność liryki zazwyczaj łamie ulubiony przez Panią Zdzisławę podział wersu na dwa, gdzie drugi jest dopełniającym. Natomiast dla tych, którzy już znają możliwości twórcze poetki niespodzianką będą mocne, nowoczesne punkty w tomiku. Kilka brawurowo zardzewiałych gwoździ świeżo wyciągniętych z trumny naszych czasów. Nie będę ukrywał, że to moje ulubione momenty emocjonalnej szarady – bardzo intensywnie mrugające po oczach na panoramicznych ekranach, będących mnogą wizualizacją odczuć autorki.

Nie bez powodu wspomniałem o gwoździach. Warto zdecydowanie podkreślić, że są to gwoździe od trumny, nie do niej. Nie ta pora i absolutnie nie ta jakość. Mamy tu również wieloznaczne klepsydry i drugą stronę brzegu przyczajoną w rozedrganiu. Dużo o przemijaniu w świecie, w którym wrodzone wartości uległy degradacji, a raczej już się nie wradzają. Lub może jedynie z rzadka i niepospolicie. Co najwyżej wdają się w podrobione materiały budujące „rachitycznego Pegaza”. Pojawia się, monotonia dnia codziennego wobec absolutu i oczekiwania na ostateczne pęknięcie. Nieuniknione przemijanie – wiersz Ponad czasem. Kwitnienie ostatkiem sił i dawanie owoców „niepotrzebnych dziś nikomu” – wiersz Urok drogi. Jak często u Pani Zdzisławy mamy tu wiele odwołań do natury, jak w wierszu Przed burzą, gdzie „białe kwiaty czarnego bzu (…) pachniały obłędem”. To jednak nie wciągający w odmęty smutek, to zaduma i dostrzegalna ironia. Bo zawsze jest jakiś mur. Na każdym etapie życia jakaś nowa, wymyślna przeszkoda. W odniesieniach do przyrody ziemi wyrywane są drzewa „podcięte złym słowem” – wiersz Wołanie. A wokół bezkarne i bezlitosne słowa – wiersz Jesteśmy:

„słowa ostre jak brzytwy
nie znające umiaru
by ciemność Hadesów stworzyć
wśród żyjących?”

Słowa, w których zmiksowano prawdę i plewy. Pełna goryczy opinia o świecie skorym do ocen, złośliwości, wyliczania win „strzałami wykrzykników” – wiersz Interpunkcja. Każdy ma swoje mocne zdanie. Twarde, ugruntowane betonem. Pod tym względem jesteśmy w epoce „młyńskiego kamienia”. Obecnie można mieć sporo wątpliwości wobec prawdy, nawet tej z biblijnych praczasów, bo „słowo pisane dziś mniej znaczy” – wiersz W obronie Ewy. Kiedyś nie było kamer, podsłuchów, niezbitych dowodów. Dziś są, a i tak nie ma komu zaufać. Wszechobecny motyw vanitas, jak w Księdze Koheleta. Górska jednak nie prawi kazań. Ona opowiada i to nie na surowo. Aż nadto zagłębiła się w temat.

Dostrzegalnie zaznacza się w utworach chęć ucieczki, choćby „w zakamarki luster” – wiersz Gdzie . Autorka, zanim ucieknie, „burzy domki z kart nienawiści”. Bo dokąd mogłaby ona zaprowadzić, jeśli nie do większej zguby potęgującej frustracje, że obecnie „nawet Nic wiele znaczy” – wiersz Upadek. Jest udręczona od nadmiaru „zużytych racji i poglądów” – wiersz EXIT awaryjne, które mieszają się ze sobą, jedynie mącąc myśli w głowie. Zwraca uwagę na zagęszczenie wszystkiego, zbyt dużo danych, kolorowych obrazków, aż do przesytu w natłoku bodźców. Jedyne co można, to uciec od siebie. Nie po angielsku, bynajmniej.

Zdzisława Górska umyka w nawiązania. Widać, że sztuka innych artystów niezmiernie ją inspiruje. Mamy tu odniesienia do Wojaczka, Chopina, Gaudiego, Tuwima, Białoszewskiego, Konwickiego, Brechta. Przyrównanie życia do wznoszenia, względem sztuki trwającej w oddaleniu. Są relacje względem mitologii greckiej oraz Starego Testamentu. Pasja wiersza jak „lot w nadprzestrzeń”. Przywołania Madrytu, Luksemburga, czy Nowego Yorku. Tęsknota za córką w Danii. Lęk opadania „w lodową szczelinę”. Obawa skostnienia, kiedy Ona wciąż podziwia abstrakcjonistów. „Ostry bój w pustce drgającego ekranu”. Gorzki mariaż z obrazem Krzyk Edvarda Muncha w wierszu Słowa, ponieważ „Nie nauczono nas mówić prawdy o sobie”.

Autorka nam te prawdę naświetli ubolewając nad losem. Opisuje jak przestajemy sobie radzić, ze sobą i otaczającym nas wypaczeniem. Wygięciem życia względem kosztów. Zawsze coś kosztem czegoś. Nieuniknione kompromisy zgodne ze światem idącym na skróty. Na zamieszczonych w tomiku zdjęciach, samodzielnie zrobionych przez autorkę, widać cienie. Jakby coraz mniej człowieka w skali człowieczeństwa. Tylko jego wspomnienie. A mogło być tak pięknie… Pod jaworem… – wiersz odwołujący się do bukoliki Franciszka Karpińskiego, w którym „mocny zapach prawdy” rozsiany przez maciejkę zdewaluował się wobec dnia dzisiejszego, „gdzie sielanka tam browar i mdławy zapach moczu”. Błogość potraktowana tragicznie. To nie schadzka pod jaworem, to Piknik pod Wiszącą Skałą Petera Weira. Jedynie Górska oszczędziła nam zakończenia. Współczesny świat, jak widać, wystawił na próbę wstrzemięźliwość poetki. Jakby zachlapał jej serce fluorescencyjną farbą wzbogaconą radioaktywnymi opiłkami żelaza, po czym z przekąsem oświadczył ex cathedra, że to właśnie sztuka wysoka. Wspomniany wiersz jest bardzo mocnym punktem na mapie tomiku torującym drogę rozczarowaniu. Gdyż „niewiele nauczyliśmy się dobroci i pokory przez ponad dwa tysiące lat przykładów” – wiersz Świątki i anioły. Można odnieść wrażenie, że utknęliśmy w matni tego świata i nie ma jak czmychnąć „z wysypiska węzłów gordyjskich” – wiersz Bez wyjścia. Pani Zdzisława znalazła sposób, jakże godny i prosty zarazem – „na moment podaj mi rękę”.

Zdzisława Górska baner

Wszystkim zdaje się rządzić przypadek, a rynsztunek też czasem należy zostawić w domu. „Trudno iść w kolcach na bal w operze” – wiersz Nieprzypadkowy przypadek. Doświadczenie całego życia pozwala na nie spojrzeć bez obaw, „stąd uśmiech jak parabola”. Ból przemijania jakby słabnie skonfrontowany z „tęsknotą za jutrem” – wiersz Powidok ze słów – „bez życzliwości słów bylibyśmy echem ka nio nów”. Pozostaje rozciągnięte podźwiękiem oczekiwanie. Starość dziwiąca się światu. Zagubienie. Wiersz Skagen:

„Głodem uczuć przymieramy
nawet po ostatnim dzwonku konwalii

Wróciłam. Z etiudą kropli na liściach”

Ciągłe oddalenia i powroty, bezpowrotność drogi, bezsenność i nieustanne kołysanie „pod bzem rozczarowań”. Zwątpienie podczas wchodzenia w cień i przygasanie. Ulotność pokory „i zawodzenie sowy”. Wieczne niespełnienie na danym nam dystansie, „na drgających niecierpliwie ekranach”. Co z tego, że mądrość, skoro ma „oczy zranionej sarny”. Przemijanie obojętnie dopasowane jako „ostatnia faza milczenia”. Jak na ironię „utknęłam w sobie”, drwiąc z homonimów „rąbnęłam głową o inny pułap myśli”. Powypadkowo bystra refleksja w optyce poetki.

Zdzisława Górska podejmuje wiele tematów ostatecznych, ale bez dramatycznego rwania szmat, łykania tabletek uspokajających, tudzież wyjmowania Rozalki z pieca, zawczasu. Jest przy tym błyskotliwa i nowoczesna. Karpińskiemu, który nieopatrznie zaparkował pod jaworem, rysuje po karoserii zardzewiałym gwoździem – widać nie było to miejsce o przeznaczeniu postojowym. Jej myśli są precyzyjne, wyrażone słowami na miarę ludzkiej przenikliwości. Emocje ma prolongowane w czasie, przez co są odporne na bodźce i opanowane niczym oko snajpera. Nawet jeśli drgają całym sercem, to tylko dlatego, że prowokuje je niestabilność kursora lub wypalony monitor. Kogo nie wkurza kursor, kiedy zwróci się na niego uwagę i zastanowi nad faktem upierdliwości jego mrugania(?). Jednak to „czas patrzy na zegar słoneczny”. Pani Zdzisława zerka do przodu z nadzieją, do tyłu z nostalgią. Jest jak każdy z nas tu i teraz, czyli w swoim najlepszym momencie. Skondensowana myślą i absolutnie piękna słowem – zdecydowanie nie jednym. Otacza ją niestety kurewska rzeczywistość, na szczęście Ona epikurejska.

 

Recenzja została opublikowana w Kurierze Błażowskim.

Lost & Found Mega*Zine #19

Numer 19: Lustro

LF19

ENGLISH VERSION HERE

Lost & Found Mega*Zine #12

Numer 12: Nasiona Zniszczenia

LF12

ENGLISH VERSION HERE

Lost & Found Mega*Zine #specjalny 2014

Numer specjalny: Wehikuł Czasu

LFspec

ENGLISH VERSION HERE

Lost & Found Mega*Zine #9

Numer 9: Oczekiwanie

LF9

ENGLISH VERSION HERE

Temperówka

żelbeton

Choler Advert Part 3


LINK DO POPRZEDNIEJ REKLAMY

Lost & Found Mega*Zine #7

Numer 7: Tajemnica

ENGLISH VERSION HERE

Najmniej możliwości w portalu – wiersz multimedialny


LINK DO WIERSZA

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Lost & Found Mega*Zine #6

Numer 6: Wszyscy umrzemy

ENGLISH VERSION HERE

Niepokój

Bezcelowe wzory wyobraźni – ilustrowane

Aby przeczytać wiersz kliknij w obrazek

Autorką ilustracji jest Anna Bukowska-Bączek

Droga Mleczna – z cyklu Poezja toaletowa

Kliknij w obrazek

 

LINK DO WERSJI MULTIMEDIALNEJ

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Eterycznie jest ciężko

Czytam encyklopedię zawieszoną w chmurze ołowiu
mam zakryte trzecie oko
zabijam potwory w dolinie kwarcowej
chronione gatunki roślin ciężko to znoszą.

 

LINK DO ILUSTRACJI

LINK DO WERSJI MULTIMEDIALNEJ VIMEO

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

LINK DO ANGIELSKIEJ WERSJI / LINK TO ENGLISH VERSION

Surface

Against the background of azure
I pass for happy one
a perfect surface of trying
I’m broken
instead of inner strength
I’m a tremble side of restless
dimness over the ground
laughter’s peal that’s not the greatest time
fading eye’s quiet
used to flow of spirit full
if my feelings forgot to create the warmth
unsalutary is not a reason of avoid the sun.

Ziarno

Zgniłe kamienie wymierzone w życiową mądrość
łzy bogów
pod które podłożono ogień
najszlachetniejszy z domowych opałów
rozniecony zacieranymi dłońmi trolli internetowych
masaż płonącymi kamieniami
na ciele zarazy
hejtującej fundamentalny rozwój
szkło w oku łypiące na ziarno
z którego mogą wyrosnąć bursztyny.

LINK DO WERSJI MULTIMEDIALNEJ

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Wielka opozycja

Wyeksploatowane oczy
i puste meridiany gwiazd błądzących
triumf zapłonu gruzowiska
w wielkiej opozycji
łuszcząca się rdza
przekserowanych na wojnę oczu
które nie mrugają.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Kręgosłup moralny

Grudka


Konsorcjum obecności
podświadomy strażnik rojeń

sponsor niuansu przybycia
dawca wilczego biletu

eskalator uniesień
czynnik zapaści

władca sennego klinczu
główny kierownik motoryki

zbiornik pokrętnych konarów historii
utylizator wspomnień

grudka własnego ciała
niknąca pod wpływem utleniaczy.

The bag of origin

Do not carry the cross in the bag
if you do not have the appropriate compartment
it may fall head over wheels
wheels love to indulge in the magic
or circumferentially in signs of extraterrestrial origin
this may undermine the dogma
and then unheard request like ufo
will lug the sky knocking the stars
celebrities do not like it
brand of the bag is irrelevant.

Tłumaczenie: Łucja Lange

LINK DO POLSKIEJ WERSJI

Mekka słownych terrorystów – komix

Kliknij w obrazek, albo od razu uciekaj!