Patrz na wiatr

Pomału
nie spłosz ulotności nieba
lepiej uważniej patrz
na końcu nie ma nic
dążysz do prawdy
rozczaruje cię
pięknego jest mniej
wszystko co święte
zdarza się tu
ta chwila ma sens
kiedy przeminie
odejdź
i patrz
na wiatr
nie w stronę zawietrzną
z wiatrem nie
tylko tu
zdarza się świat
w tej formie
tylko raz.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „O JEDNO NIEBO WIĘCEJ”

Nic (mój feblik 4)

Istotność lubuje przypadki
koincydencja konwergencji
napęczniała żyła wiedzy
równie dobrze może nic nie znaczyć
filozofia dla ubogich
gdy na książki o miłości nie starcza ci pensji
nic dla mnie nie masz
prócz recesywnych dotyków zbyt inteligentnej inklinacji
jeśli w ogóle cokolwiek to może znaczyć
afotyczne szczeliny światłego umysłu
oto mój materiał genetyczny.

 

LINK DO WERSJI MULTIMEDIALNEJ VIMEO

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Kombajn oniryczny z symbologryzarką

Dramat na spawach

Jestem radością
bożą dzieciną w trakcie rozbiórki
nienormalnym skurwysynem obudowanym pustakami
z wiecznym problemem przy fundamentach
przesiąkanie cieczy łzowej do piwnic
jestem kurwa radością
grubo ciosana miłość robi zadry w czułości
bez znajomości zasad bezpieczeństwa i higieny pracy
uderza do głębi pięciopiętrowym rusztowaniem empatii
które nigdy nie było podporą
czy damy radę
spodziewany dramat na spawach możliwy do przewidzenia
katastrofa budowlana bez okularów ochronnych
oko opatrzności w oku cyklonu
nic konkretnego
na co radość nie byłaby przygotowana
oraz Bob Budowniczy.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Wyczekuję chwili

LINK DO BLIŹNIACZEGO ARTWORKA

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Kroplówki

Błysk odpromienionej cery
kaleczy ciężar każdego oddechu
przeciska się obkurczonymi tętnicami drętwo prowadzącymi do mózgu
źle ukrwiony
niedotleniony horyzont na pełnym morzu
dryfuje zerwanym korytarzem hipnoz
uwięziony sztuczną rzeczywistością
pośrodku niczego
przytłaczającego ogromem w błyszczącym celofanie
zasilany kroplówkami ubogimi w składniki odżywcze
kropla obcości za kroplą goryczy
drąży rowy w dnie oceanu.

Wielkie oddalenie

Jej serce
nie ma nic wspólnego z siłą
nie wymagaj by machało ostrzem
pojedynek na uczucia nie dla niego
poszerzony zakres serca
nie uwzględnia walki wręcz
argument krzyku wykluczony
odejdzie na finiszu cierpliwości
obróci się na szpilce ponad rezygnację
zostanie spojrzenie oczu o spaczonych kolorach
niedbale rozmyte wspomnienie podmalowane nazajutrz
nie do poznania na polu walki
barwy ochronne maskujące wielkie oddalenie
drobnymi kroczkami.

LINK DO ANGIELSKIEJ WERSJI / LINK TO ENGLISH VERSION

Czynnik zastoju

Periodycznie uaktywnia się swego rodzaju czynnik zastoju
siedliszcze nicości
na polu pragnienia
wskaźnik niczego
czujnik nie uczynionych zachodów
na polu lubowania czynnik decydujący
przedruków szczęścia
sympatycznym atramentem.

W magazynie osób mniejszych 3

A nie wszyscy są od roboty. W magazynie są też tacy od myślenia. Tak się bidulki przemęczają, że czasem mam ochotę przewieźć ich moim rozklekotanym pojazdem z zawrotną prędkością dwudziestu kilometrów na godzinę, co by im się w główkach przejaśniło od powiewów świeżego powietrza. Może zaczęliby wtedy racjonalnie nami zarządzać. To znaczy, żebym ładował puszysty papier toaletowy, a nie diabelnie ciężkie zgrzewki wielopaków wody i soków. A tu nic z tego. To nie koncert życzeń. Co najwyżej randka w ciemno za wachlarzem z szeregu palet. Wygrać można zakwasy. Odciski są nagrodą pocieszenia.

No i tak sobie jeżdżę po tym magazynie w poszukiwaniu upragnionych przez Irlandczyków produktów odżywczych. Tubylcy karmią nimi swoje nowotwory w różnych stadiach, bo z żywnością ten towar ma tyle wspólnego, co muszki owocówki z owocami. Czyli wywodzą się z jednej linii. Frazeologicznej. Już tłumaczę. To jest tak, że te produkty miały być odżywcze, żeby nie powiedzieć z rozpędu naturalne, a muszki owocówki z założenia miały dawać owoce. Gdy tak sobie jeżdżę moim wózkiem, mam bardzo dużo czasu na przemyślenia. I kiedy trak ostatnio mi robił „pyr, pyr, pyr”, to skojarzyło mi się, że jestem taki fajny jak ten pan, co w jednym filmie na małym motorku-kosiarce jeździł po świecie. Że moja praca to taka właśnie prosta historia. Bardzo prosta umysłowo, nie mylić z kosiarzem umysłów. Takie codzienne wyścigi z czasem, aby nadążyć za chorą normą.

Przeprowadziłem ostatnio doświadczenie na sobie i systemie magazynowym. Wyszło mi, że nigdy nie będę wystarczająco dobrym pickerem. Picker to Ludzki Podnośnik Dóbr – LPD. Często mylone z LPR. Dalece niestosownie. Dostałem wyjątkowo skomplikowane zadanie – odnaleźć i dostarczyć jeden ładunek, jeden produkt z szarego końca brudnego magazynu. Postanowiłem się wykazać. Ekspresowo załadowałem skrzynię na traka i popędziłem przez magazyn na przełaj, łamiąc wszelkie możliwe wewnętrzne przepisy drogowe. Przepisy mówią o tym, że wszystkie drogi są jednokierunkowe i nie można jeździć do tyłu. Skutkuje to wieczną jazdą slalomem między alejkami. Należy też trąbić przed wjechaniem na skrzyżowanie, przydatne, gdyby ktoś usnął za kierownicą. Jakby powiedzieli panowie policjanci z drogówki, nie zastosowałem się. Błyskawicznie zabrałem już z daleka upatrzony produkt i wróciłem pełnym gazem w ten sam niegodny kierowcy sposób. Odstawiłem na wyznaczone miejsce, kliknąłem to tu to tam, a tu niespodzianka! Nie udało mi się wyrobić normy! Nie zmieściłem się w czasie! No więc co ja miałem zrobić? Przeskakiwać między alejkami? Fruwać pod sufitem? Czy założyć majtki na wierzch i udawać Supermana? Struś Pędziwiatr, szybki tramwaj, Flash Gordon… Może to są te normy unijne dla Polski? Ale luz, myślmy pozytywnie. Po co mi logika, skoro jestem w wesołym miasteczku? Rozbijam się pomarańczową furą i jeszcze mi za to płacą.

Bułka doznań z masłem

Odpoczywając na bułce doznań z masłem
dotkliwym zmartwieniem własna produkcja sebum
bezzałogowe ekipy ratunkowe
porzuciły próby konserwacji fałdów mózgu
serce źle osadzone na śrubunku
kiepsko się trzyma ze względu na metale ciężkie
obłość uczucia pomylona z tępotą
na ostrość brzytwy w mrozie reaguje zimowym przykurczem
ostre krawędzie intruzów niweczą przyszłość zrobioną na gładź
wyśrodkowanie pozbawione ciągów rozsądku
niczym asekuracja z ciucholandu
poza twierdzeniami wiedzy nic nie przynosi
statystyczne zestawienie logarytmicznego wykres niezborności.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Efekt matrycy

Efekt matrycy choć to dopiero podobrazie
najtańszy produkt ze znaczkiem recesja absolutu
niczym najlepsze oferty pracy
pod hasłem praca czyni wolnym
nie można odnaleźć strony
w kodzie źródłowym html dziwne znaczki
a podobno im prostszy organizm tym trudniej się psuje

oczekiwanie
nie rób tego w domu
w sprawach sprzedaży bezpośredniej
spiderman też się nada
nic nowego po stronie immunizacji
akwizycja pocieszenia
może kiedyś…
to zdecydowanie za późno
afekt sprzedany zapłacony
machinalnie obsłużony klient
dalsza morfogeneza produktu na skaju morfin.

Nim cisza przeminie

W bezładzie neuronów serca otwierane przez żyły
kiedy to otoczenie wymagało ujawnienia
zgliszcza pożarów
z których nic nie wyszło
platoniczne okrzyki negujące ciałopalenie
podpalanie od zewnątrz nie daje efektu płonięcia od środka
nieznane to dźwięki przed ekstrakcją składników
krystaliczny głos w wypróżnionych żłobieniach
szuka celu
wyjścia z labiryntu uczuć człowieczych
nim ciszą przesiąknie za życia
nim potem znów
cisza przeminie.

LINK DO WERSJI MULTIMEDIALNEJ VIMEO

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Wektory

Pęd wokół nici losu
wyścig z przeznaczeniem
po równi pochyłej
światło z którym się mija
połączenia szeregowe punktów zbornych
między liniami papilarnymi
metafizyka wystawiona na grawitacje
wektory przyłożone do serca
z siłą dośrodkową
dryf w krwiobiegu
przyśpieszenie w zestawieniu
coraz słabszy opornik
coraz większe tarcie
coś ponad rekombinacje atomów.

Eksterytorialni

Upłynęło wiele naszych wód
obecnie eksterytorialnych
nie stało się z nami nic
nic zgoła dobrego
jeśli czas zatrzymuje się chwilami
to stoi najczęściej po nic
porozmieniani na drobniejsze
z braku grubych nominałów wartości
przy coraz niższych kredytach zaufania
i coraz wyższych ubezpieczeniach ryzyka wiary
prognozy wskazują na niże
pomylić się mogą najwyżej
a nam nie wolno
z tych zjawisk którym wszystko można
niektóre tylko raz.

Imieniny samotności

Dziś imieniny samotności
dzień z życia prozy
życia nicość
nie pisze wierszy
martwota odśrodkowa
w ten dzień umowny
napisała standardowo
o momentach podwyższonych wymagań
czegoś o lepszej wspaniałości
co nie będzie dawać złych objawów
w nic nie znaczącej prozie życia
zmieniają się tylko ludzie
wobec samotności
i nic do życia.

W biedzie immunizacji

Nic nowego w biedzie immunizacji
obojętność izolacji
cygańska duma
niedopasowanie miłość do iluzorycznych spazmów
niebyt uczucia
kropla zaangażowania i wina
niestarannie zakryta
milczenie słów nadużytych pospolitością
odchodzenie w blasku jednej świecy
westchnień ukojonych zastępczo
przy ziemi
tabor przywiązany do punktu.

Kontur człowieka

Musi być coś więcej
by istnieć sobą
nie tylko sposobem

nie mam nic do powiedzenia
encyklopedyczne frazesy wiedzy
w zestawie gnijących klocków legolandu
rzucone mądrości tarzającej się w błocie
nieskuteczne teorie porządku i ładu
nawet nie w kontrze do wiadomości
o wymuszeniach, torturach i głodzie
w plotkach o biciu piany ze słowa
rozmazał się kontur człowieka
o kręgosłupie moralnym i szczerym
wypadłych dysków chrzęstna szklista estetyka

milczę na niższym poziomie częstotliwości
znajomi ze świata ludzi
wymieniają bezcelowe informacje
napędzane sloganem co miga
utrudnionym sposobem wyrażania uczuć
muszę się teraz zatrzymać
od siebie odpocząć.

Mądrość meduzy

Odejmujesz mnie od swoich obejm
obojętnie zachowując upór
bez końca neguję pokorę
poprzez odbarwione włosy
jestem jedynie naczyniem na krew
nie chcę takiej wiedzy
mądrości meduzy
w chaosie twych rąk
nic w co mógłbym uwierzyć
nieokreśloność skały

z wyrwą.

Rzeczy zasługujące na miano wiecznych

Ponad ćwierć wieku przygotowań
bez krzty zaczerpniętej wieczności
z tych rzeczy zasługujących na miano wiecznych
mam wrażenie jakby wszystko zostało już zapisane
suplementów nie potrafię załączyć
nie mam nic interesującego do powiedzenia
i nic się nie zdarza
z tych rzeczy zasługujących na miano wiecznych

podobno w każdej chwili jest wieczność
w tej chwili bezczeszczę zabite drzewo
jestem poganinem samego siebie
nie mam konkurencji w tej kwestii
z tych rzeczy zasługujących na miano wiecznych
wybrałem obecnie niebyt na cudzy koszt
zamierzam zaburzyć zapis wieczności
mam sporo obaw na dzień dzisiejszy
i przekonanie by nie ufać szczęściu
pośród tych rzeczy zasługujących na miano wiecznych
jak mógłbym liczyć na siebie…

drzewo

Bezcelowe wzory wyobraźni

Smugi świecowych kredek
na ślepych zaułkach luster
bezcelowe wzory wyobraźni
zdradzające dziecko
czarna tęcza drgająca ramionami
czerwone oczy ścian
albinotyczne króliczki na bieli
dzieciństwa
ortodoksyjnej wyznawczyni wiary
w nic wielkiego
praktykującej autoagresję traumy
nawet po wyparciu się siebie z pamięci
kolejny raz całkiem egoistycznie
bardzo pragnie się skrzywdzić.

 

LINK DO ILUSTRACJI

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Paproch kontaktowy

Paproch
zupełnie nic gołym okiem
całe morze martwe pod mikroskopem
więcej
niż mniej dyskomfortu

kto nazwał go człowiekiem?

paproch
pod szkłem organicznym
za blisko by widzieć cokolwiek
więcej
niż mniej dyskomfortu

kto nazwał go trwaniem?