Zapisy wolnych przedmiotów

W nowym miejscu pracy
szacunek dla specjalisty
tytularna profesja
zawód niewyuczony
wysoko płatny patologicznie
pracownik tego roku
wyjątkowo równo traktowany
chroniczny frajer bez stanowiska
z rekordem wybitnych zasług
w szeroko pojętym aspekcie
cedowania obowiązków
po przystawieniu do tego
nadrzędnej pieczęci
codziennie maczanej w ślinie
struktura firmy tworząca kariery
przez pracowitość
zawód notoryczny
w osiągnięciach równie przykry
niczym zapisy kodeksu pracy
czyniące przedmioty wolnymi
chodzą po prośbie
nieoparte o szczęki teściowej
i utensylia rodzinne
zwolnione tuż przed weekendem
po prośbie o podwyżkę.

Łatka oświecona świeczką

Trzysta tysięcy kilometrów na sekundę błyskawiczna przenikalność cudu
sto procent poliestru całuńskiego inaczej nie wytrzymałby reformacji brudu
sprałby z siebie wizerunek zbiegłby się bez zabobonów łańcuszkowego ściegu
w miejscu łatki oświeconej świeczką plamy z krwi wywabia cytrynowa świeżość.

Przestrzeń pośrednia

Wspólna konstrukcja wsporcza
ponad ziemią
przestrzenie graniczne
a raczej miejsca pomiędzy nimi
nachylone w kierunku wstępu
do fuzji przeznaczeń
zespoły przewodów wspólnego obwodu
biegnące nieodłącznie obok siebie
międzybyt nie oddany jeszcze do użytku
z mnóstwem zamieszkałych cel w izolacji
pogranicza naszych trajektorii
bez możliwości wstępu
karty magnetyczne po stracie ważności
nachylenie niezmienne
zawieszenie równi pochyłej
bez dostrzegalnej możliwości spadku
otuliny po stratach szczelności
zaciskają w sobie piękno
przeskoków wiązki światła
wizyjne refleksy stali
jak miriady błysków w oczach
na matowych dwuwymiarach zewnętrznych
w nowych warunkach konsumpcji i miłości
trzeci wymiar bywa błyskiem forsownym.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Niuans przybycia

Zachowaj spokój
tu sponsor niuansu przybycia
wznosimy cię na poziom próżni
proces tworzenia odchyłek ponadnormatywnych trwa endemicznie
bezruch atomów lepszy od znieczulicy
długa droga na eksport
z miejsca zerowego do własnych pierwiastków wielomianu
minimalizacja efektu toksycznego może być minimalna
składniki poniżej wykrywalności zadecydują o jakości życia i śmierci
w zerze absolutnym
wyzwolisz umysł.

Nieprawidłowa komenda

Niezgodność rzędów cyfr
wykryta w pozycji szczęścia
na siódmym miejscu po przecinku
proces cyfryzacji emocjonalnej
zahukany młotem pneumatycznym
człowieczeństwo w trakcie formowania
perfekcyjnej maszyny
niknie pod wpływem utleniaczy
nieprawidłowa komenda na całe życie
radiacja uczuć spowolniona moderatorem
nawet przy ultra oszczędnej codzienności
zaczyna brakować energii
bez opcji restartu dla podwaliny.

Wysmukłych dłoni paciorki

O zakwicie pustyni
mówić za wcześnie
spóźnione o całe życie
miejsca na jego trwanie
żywotne piękno śmiertelnych
gładzone przez setki
wysmukłych dłoni paciorki
mgliście odliczane
godziny klepsydr
pustynnych ziaren.

Trzeba odejścia

Tkwiąc w celi własnych wyborów
w pozycji przybranej
ścisłego odosobnienia
nie wypada się żalić
na siebie
za brak ruchu czy miejsca
rzeczy niedokonane nie staną się faktem
sponiewierane rozpaczą za życiem
zapragną bezczelnie
niepohamowanej żądzy ucieczki
bowiem w ukryciu
trzeba odejścia.

W magazynie osób mniejszych 6

Kiedy nachodzi mnie romantyczny nastrój, to szlag mnie trafia, bo wciąż chodzę nad to wielgachne jezioro, Lough Neagh, nad tę wylęgarnię żebrzących, zagrypionych ptaków, które nawet nie umieją ustawić się do zdjęcia, inaczej niż z dupy strony. Najwidoczniej tak ostentacyjnie sygnalizują gdzie mają całą tę nagonkę na koligacenie grypy z nazwą ich grupy systematycznej. Tubylcy, słynący z dziwnej wymowy, wymawiają nazwę tego akwenu jak Loch Ness. Ale potwora nie stwierdzono. Prędzej gdzieś w magazynie… Idąc nad wodę, modlę się o lekką aurę, a na miejscu zauważam, że wcale nie jest romantycznie, bo czy może być romantycznie w pojedynkę? Nawet jeśli chodzę tam ze współmieszkańcami, też po prostu nie potrafię cieszyć się pięknem przyrody pod spuchniętym niebem. Irlandczycy przyjeżdżają tu samochodami – bo oni wszędzie jeżdżą samochodami – jedynie dzieci, właściciele czworonogów i watahy Polaków spotyka się tu pieszo. No i dobrze, że tubylcy korzystają z wynalazków techniki, dobrze, że ich na to stać, zważywszy na tutejszą pogodę, ale na Boga, jak już przyjeżdżają nad jezioro, to mogliby chociaż drzwi od samochodu otworzyć! A oni wolą siedzieć w ciepełku, ewentualnie, jeżeli guzik od klimy jest dalej od guzika automatycznego sterowania zaszybieniem, uchylają nieco okno. Może rzeczywiście nie warto oddychać tym, co akurat przyniosła woda? Na grillującego się wieloryba nie ma co liczyć. Kiedy na to patrzę, mój romantyzm robi cofkę. Stwierdzam, że już mi wystarczy tych nastrojowych okoliczności przyrody i wracam do mojego obskurnego domu na wyspie.
Mam do pokonania jakieś pięć kilometrów wzdłuż wyjątkowo ruchliwej drogi. Ciekawe, skąd taki ruch… Mijam po drodze ze trzy ronda, tyle samo skrzyżowań i zupełnie mnie tu nie ma. Już nie słyszę zgiełku lewostronnych kierowców, nie czuję wiatru ani mżawki wdzierającej się w moje trzewia każdą możliwą dziurką. Nie zauważam mijanego centrum handlowego. Nic nie jest w stanie zrobić na mnie choćby najmniejszego wrażenia. Bo ludzie wszędzie są tacy sami. Szczególnie kiedy są na dystans. Zapadam się więc do środka i jestem gdzieś indziej. Szczęśliwszy. Bardziej wypełniony. Tylko wciąż nie wiem, gdzie jest to „indziej”, gdzie się przenoszę. Nawet w snach nie widzę tego miejsca. Obawiam się wręcz, że ono nie istnieje. Według wszelkich założeń mądrzejszych ode mnie, powinienem mieć je w sobie. Irytuje mnie myśl, jakoby szczęście nie było dla każdego. Dla każdego może nie, a dla mnie?
Czasem, gdy idę tą irlandzką drogą taki zapadnięty w siebie, świta mi jakieś przeczucie, że gdzieś tam na końcu coś na mnie czeka, coś godnego odkrycia i całej tej tułaczki. Ale dochodzę do małego domku ze ścianami w ptasich odchodach… No i co zrobić – zgłoszę swoją obecność, bo znowu zaczyna padać.

LINK DO CZĘŚCI 7

W magazynie osób mniejszych 3

A nie wszyscy są od roboty. W magazynie są też tacy od myślenia. Tak się bidulki przemęczają, że czasem mam ochotę przewieźć ich moim rozklekotanym pojazdem z zawrotną prędkością dwudziestu kilometrów na godzinę, co by im się w główkach przejaśniło od powiewów świeżego powietrza. Może zaczęliby wtedy racjonalnie nami zarządzać. To znaczy, żebym ładował puszysty papier toaletowy, a nie diabelnie ciężkie zgrzewki wielopaków wody i soków. A tu nic z tego. To nie koncert życzeń. Co najwyżej randka w ciemno za wachlarzem z szeregu palet. Wygrać można zakwasy. Odciski są nagrodą pocieszenia.

No i tak sobie jeżdżę po tym magazynie w poszukiwaniu upragnionych przez Irlandczyków produktów odżywczych. Tubylcy karmią nimi swoje nowotwory w różnych stadiach, bo z żywnością ten towar ma tyle wspólnego, co muszki owocówki z owocami. Czyli wywodzą się z jednej linii. Frazeologicznej. Już tłumaczę. To jest tak, że te produkty miały być odżywcze, żeby nie powiedzieć z rozpędu naturalne, a muszki owocówki z założenia miały dawać owoce. Gdy tak sobie jeżdżę moim wózkiem, mam bardzo dużo czasu na przemyślenia. I kiedy trak ostatnio mi robił „pyr, pyr, pyr”, to skojarzyło mi się, że jestem taki fajny jak ten pan, co w jednym filmie na małym motorku-kosiarce jeździł po świecie. Że moja praca to taka właśnie prosta historia. Bardzo prosta umysłowo, nie mylić z kosiarzem umysłów. Takie codzienne wyścigi z czasem, aby nadążyć za chorą normą.

Przeprowadziłem ostatnio doświadczenie na sobie i systemie magazynowym. Wyszło mi, że nigdy nie będę wystarczająco dobrym pickerem. Picker to Ludzki Podnośnik Dóbr – LPD. Często mylone z LPR. Dalece niestosownie. Dostałem wyjątkowo skomplikowane zadanie – odnaleźć i dostarczyć jeden ładunek, jeden produkt z szarego końca brudnego magazynu. Postanowiłem się wykazać. Ekspresowo załadowałem skrzynię na traka i popędziłem przez magazyn na przełaj, łamiąc wszelkie możliwe wewnętrzne przepisy drogowe. Przepisy mówią o tym, że wszystkie drogi są jednokierunkowe i nie można jeździć do tyłu. Skutkuje to wieczną jazdą slalomem między alejkami. Należy też trąbić przed wjechaniem na skrzyżowanie, przydatne, gdyby ktoś usnął za kierownicą. Jakby powiedzieli panowie policjanci z drogówki, nie zastosowałem się. Błyskawicznie zabrałem już z daleka upatrzony produkt i wróciłem pełnym gazem w ten sam niegodny kierowcy sposób. Odstawiłem na wyznaczone miejsce, kliknąłem to tu to tam, a tu niespodzianka! Nie udało mi się wyrobić normy! Nie zmieściłem się w czasie! No więc co ja miałem zrobić? Przeskakiwać między alejkami? Fruwać pod sufitem? Czy założyć majtki na wierzch i udawać Supermana? Struś Pędziwiatr, szybki tramwaj, Flash Gordon… Może to są te normy unijne dla Polski? Ale luz, myślmy pozytywnie. Po co mi logika, skoro jestem w wesołym miasteczku? Rozbijam się pomarańczową furą i jeszcze mi za to płacą.

Z rynsztunkiem pod ołtarz

Panowie
tutaj z tym industrialem
z rynsztunkiem pod ołtarz
ofiar naiwnego dzieciństwa
spędzonego na wysyłaniu próśb do nieba
w kopertach bez miejsca na adresata
małe przeoczone znaki
zurbanizowane doświadczeniem
próbują wracać z przeszłości
jak zabłąkane w czasach wojen listy
niezależnie od aktów teizmu
chcą się uteraźniejsić
rzucić w bielejące oczy
wobec ostrzegawczych wiadomości
na tle sygnałów wielkiego miasta
pod ostrzałem manipulacji
hipokryzja dodana do wody pitnej
lemniskata historii w oparach absurdu.

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Karme podano!

Chciałbym złożyć podanie w celu zmiany karmy
ze względu na wieńce laurowe w zupie z proszku
dziury w błonie śluzowej jedynego żołądka
i ochłapy pyszczków umiejscowione w pasztecie
zamieszana w to jest wieczna niepewność dawana ludziom
zbyt długo rozwodzącym się nad sobą w supermarkecie
by w sztucznie zagęszczonej kolejce do kasy się ze sobą rozwieść
po obrzuceniu nastrzykniętym udźcem sojowym
zostawiają śródmaciczne wymazy nabłonka
na pastwę genotoksycznego efektu przewlekłej ekspozycji
wobec zmyślnie poukładanych kiszonych jaj bez cholesterolu
w kapsułkach przeciwzbrylających wątpliwy zaczyn nowego życia
motywacja ścięta galaretą dzięki mączce kostnej z braci mniejszych
kwintesencja smaku glutaminianu sodu modyfikująca kubki
zabite mięsiwo kontra całkiem żywe pączkowanie odczuć i obaw
że moja karma może być obecnie wykwintnie mielona żywcem.

LINK DLA NIEPRAGNĄCYCH ZMIENIAĆ KARMY

Między wiersze

LINK DO BLIŹNIACZEGO ARTWORKA

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „O JEDNO NIEBO WIĘCEJ”

Ostatnia próbka młodości

Obserwuję niebo
na połoninie własnego bytu dziko rosnąca młodość
która nie przychodzi łatwo
bo to już ostatnia próbka młodości
zaśniedziała amnezją chryzografia
w magazynie domu starców dla anachronicznych bogów
co odzyskują miłość z obozów
składowaną bezbożnie płótnem do dołu
i transportują barkami wzdłuż styksu
rozciągłości biegu zazdrości matka natura
jednokolorowe zdjęcia wielu zapomnianych miejsc
gliną zlepione matryce skaz
krwawe strzępy całunu szarpane zrywem ognia
wypalone ziarna pszenicy i srebra
nektar życia miażdżony duchowym głodem nie rozciągnie warg
podniebne wojaże w błękicie niweczy ziemski plan
i czas przebywający krótsze dystanse
przeszłość uwikłana w pamięci okruchy
żeby tylko starczyło siły do jutra.

LINK DO SKRÓCONEJ WERSJI

LINK DO WERSJI MULTIMEDIALNEJ

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Blog towarowy

Pojawiło się nowe marzenie produktu na marginesie
odosobnionego bloga towarowego
własna przestrzeń handlowa z lekkim niedomiarem
nieustanna martwica popytu na przekór zmianom
wymyślnie niesprecyzowana zawartość
niby z dużą ilością intensywnego opakowania
dopracowana co do grosza klasyczną fantazją
rozwiązane sprytem drobnotowarowego cinkciarza
miejsce w zakamarkach rzeczywistości magazynowej
bliżej dostawy niż kiedykolwiek
wciąż aktualne w planach.

Inkluz

Żadna wiedza w zakresie niezbędnym
nie jęła ogarniać pól flegrejskich
na miejscu głównego organu
Hefajstos abdykował
lecz nikt nie przyjął wymówienia
podczas ekwinokcjum będącym optimum ówczesnego dnia
gliniana stągiew
stercząca po środku pól
pękła jak skała
uwolniony inkluz zalał memuar
rozmazując czarne znaki runiczne
ziemski eksudat zastygł.

Tańczę w ciemnościach

Dzieło do niewątpliwego oglądania
cierpiące na zanik życia
ogromne wrażenie w ciemnościach
przy dystrofii argumentów
płacz tańczący w złych miejscach
wywracających motywację
scena emocjonalnego patrzenia
w namoczonym utwierdzeniu
że niby widziało się już wszystko
desperackie próby przekonania siebie
co do znaczenia bliskości.

inspirowane filmem „Tańcząc w ciemnościach”