Komórka pamięci

Komórka pamięci obrazek3

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Dzikie Wyspy Lojalności

Twardy człowiek w synapsach stanął przy oknie
sięgając pamięcią aż po dzikie Wyspy Lojalności
otoczony elastycznymi ideologiami starych ludzi
których życie gwałtownie pominęło w mądrości
nie wykazały jej wyniki przepychanek słownych
oraz proboskich utyskiwań na losy tego świata
z naciskiem na polubowne interdomowe piekiełko

patrzy w stronę pyskatych wyrostków z trądzikiem
których dawno przerosła szybkość wyszukiwarek
ograniczając im zdobywanie wiedzy do minimum
nie wykazały jej implikacje ekranowych strzelanek
najlepszy wynik zabijania nagrodził jedynie refleks
twardy człowiek w synapsach odwrócił głowę
po Wyspach Lojalności rozbiegły się zdziczałe psy.

Zacność ciszy

Mądrzy ludzie przebywają w ciszy
dotrzymują sobie słowa
oraz własnego towarzystwa
składają wizyty w książkach
kaligrafują listy
utrzymują dobre stosunki dyplomatyczne
z komfortem pobocznego przebywania
rozpamiętują minione zdarzenia
o zaniechanej kontynuacji
celebrują obrazy i dźwięki
wtórouste słowa przechowują w ciszy.

Tak zwany człowiek

Podczas wykopalisk w Nowej Francji odkopano szczątki tak zwanego człowieka
współczesnego jak na owe czasy
poza wykopem żadne ślady nie zasugerowały posiadania głębi
oczodołów nie wzięto pod uwagę
wysunięta szczęka dolna i cofnięte czoło wskazują na ludy pierwotne XXI wieku
przesadnie rozbudowane kości kciuków świadczą o pochodzeniu z epoki wczesnego internetu
okresu w którym ludzie stracili łączność.

W ramach pustki

Bezsenność jako niebyt na własny koszt
powrót nieoczekujący konkretu
wiary w ludzi sięgającej nieoznaczoności
bezkierunkowość wykreowanych postaci
ich dynamiczny substytut na osobistą wyłączność
ustabilizowany jedynie w świadomości
przemieszczany w ramach pustki
uzbrojonej na wszelki wypadek
w błękitne kule wynaturzeń.

błękitne kule

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Stan skupiony rozmycia

Charakter pisma biegnący daleko w głąb osoby fizycznej
bieżącym odcieniem inkaustu podczas sztormu i nawałnicy
bardziej zachwiać się nie dający życiu
zdradza wgłębieniem tuszu drastyczne przejścia podziemne
w stanie skupionym rozmycia
na styku każdego z dziewięciu przedwczesnych kręgów świadomości
system uzależniony tuneli prowadzi na stronę
wzierników zgrupowanych w podglądzie blokowiska
komory gazowe ludzkich wariacji otaczające tajemnicze komnaty
co do jednej naocznie porozkradane ze zużytego czucia
okruchy sensu wymienione na plastikowe
dyskurs charakteru nie zaokrągla dokonanych naruszeń
kanciaste skraje masywnych liter w monogramach
owinięte ścierkami upieprzonymi woskowym smarem od strzelania z ucha
nie przyniosą korzyści logice grafologów spod klatki.

Gniazdko zwane kontaktem

W moim gościnnym pokoju człowieczeństwa
nie zamontowano ani jednego gniazdka zwanego kontaktem
uniemożliwia mi to wkładanie palców do dziurek
za każdym razem gdy ludzie chlapią się gorącą herbatą.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

LINK DO ANGIELKSIEJ WERSJI / LINK TO ENGLISH VERSION

Cysta mizantropii

Cysta pełna mizantropii
na trawniku zwiniętym w rulon
zaspawane zbiorniki chlorofilu
sterczące z betonu druty wśród substancji wrażliwej
rude wżery otyłej rdzy w tabliczki informacyjne
z kunsztownie inkrustowanym napisem:
słowa są tylko pyłem na wietrze a pył wyklucza kontrast
mogłaby nastąpić absolutna sprzeczność
między substratem a produktem
aż ludzie może by się zatrzymali
za darmo.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Lost & Found Mega*Zine #3

Numer 3: Światło i mrok

ENGLISH VERSION HERE

W magazynie osób mniejszych 13

Jeden z nas zesłańców z wyboru wracał do Polski tego samego tygodnia, w którym ja oczekiwałem na werdykt w sprawie kolejnego meandra na drodze życia. Tym sposobem, że jego naglił czas, a ja miałem go mnóstwo zwiedziliśmy Belfast oraz szczegółowo przeszukaliśmy większość okolicznych sklepów w poszukiwaniu redukcji cenowych. Belfast okazał się na tyle brzydki, aby każdemu przywołać na myśl Katowice. A raczej okolice dworca, bo więcej nie znaliśmy. Ostatnio słyszałem, że nie jest to najbrzydsze miasto na Śląsku. Podobno Zabrze wiedzie prym. Nie działa to jednak na mnie pocieszająco w żaden sposób. Zakupy to co innego… Polowanie na obniżki znów zakończyło się powodzeniem. No w czepku urodzony, jak nic. Co nie zmienia faktu, iż większość cen jakie widzieliśmy była absolutnie pozbawiona sensu dla przyjezdnych małych ludzi. Poza sklepowymi atrakcjami nie znaleźliśmy nic wartego choćby jednego zdjęcia. Nawet jeden samochód nie wyleciał w powietrze na znak niezadowolenia członków IRA, żadnych manifestacji, żadnych bojówek, żadnych łapanek, ale nudy. A tak mnie straszyli przed przyjazdem w te okolice… Wiedziałem, że to wszystko wroga propaganda!
Najdziwniejsza rzecz jaką zauważyłem to to, że niektóre przystanki mają obrócone w drugą stronę i nie chodzi mi o fakt, iż są nie po tej stronie ulicy co u nas, muszą więc być otwarte w druga stronę. One po prostu stoją plecami do ulicy. Takie przystanki bardzo dla przechodniów, bardziej niż gdzie indziej. Przynajmniej żaden samochód nie ochlapie wodą z kałuży czekających na przystanku. Właściwie nie powinno mieć to większego znaczenia zakładając prawdziwość opinii, jakie słyszałem na temat tutejszej komunikacji publicznej, która tak naprawdę nie jest wcale publiczna. Autobusy mianowicie zatrzymują się tylko na żądanie, albo kogoś z zewnątrz, albo wewnętrznego pasażera. To znaczy osobnicy z wewnątrz mają prawie absolutną szansę na zatrzymanie pojazdu, natomiast osobnicy z zewnątrz zdani są na łaskę kierowcy. Jeśli na poboczu stoi jeden człowieczek to niekoniecznie jest sens się zatrzymywać, a gdy stoi cała grupka ludzików, do tego nocną porą i wyglądają na przykład jak Polacy po pracy, czyli nie do końca zachęcająco, to zatrzymywać się nie trzeba przesadnie wcale. Szczęśliwie w Manchesterze nie zanotowałem jeszcze lęków wśród panów motorniczych. Opieszałość owszem. Kiedy autobus jest pełny to się nie zatrzymuje, nie jak w rodzimych busikach, gdzie nawet tlenu nie da się już wepchnąć, a społeczeństwo z oburzeniem kotłuje się pod sufitem emitując negatywną energie. Dziwić się, że w kraju tak łatwo o wypadek na drodze przy takiej skopanej aurze… Potem miliony są wydawane na akcje „stop wariatom drogowym”. A dług narodowy rośnie z każdą sekundą. Ciężko się w Polsce nie denerwować, nie tylko za kierownicą. Przecież tego się normalnie nie da znieść na trzeźwo!
Kolejna ciekawostka, w Belfaście nie mają czegoś takiego, jak zatoczki, aby autobus mógł się bezpiecznie zatrzymać nie tarasując całej jezdni. Oni mają wypustki, aby autobus tarasował dokładnie całą ulicę, a pasażerowie mieli jeszcze dalej niż zajmuje im droga niezbędna do okrążenia przystanku stojącego tyłem. Rozumiem, że Anglia stara się, jak tylko może, by być odmienną na tle reszty świata, ale nie powinna tego robić na tak szeroko zakrojoną skalę. I kto to mówi? Ja bez starań jestem najbardziej odstającym indywiduum wśród znanych mi pobratymców, tudzież innych ludzkich podajników.

 LINK DO CZĘŚCI 14

Żadnych gwałtownych ruchów

Żadnych gwałtownych ruchów
szukam pracy przy zakopywaniu ludzi
z pełnym pakietem socjalnym
na cały etat do końca życia
rozbłyski fortuny
to zdecydowanie za mało
wszystko co dalej ściśle zależy od wcześniej
trudno czerpać energię
jedynie po przerwaniu dopływu zgniłości
dziwne inspiracje
po negatywnych wzorcach na jutro
zaczynanie życia
po życiu wczorajszym, które postanowiło zaprzestać
rozbłyski w kryzysie
to zdecydowanie za mało
zapakowałem swój lęk w opakowanie po pustce
jak w trumnie
żadnych gwałtownych ruchów.

 

LINK DO WERSJI MULTIMEDIALNEJ

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

W magazynie osób mniejszych 6

Kiedy nachodzi mnie romantyczny nastrój, to szlag mnie trafia, bo wciąż chodzę nad to wielgachne jezioro, Lough Neagh, nad tę wylęgarnię żebrzących, zagrypionych ptaków, które nawet nie umieją ustawić się do zdjęcia, inaczej niż z dupy strony. Najwidoczniej tak ostentacyjnie sygnalizują gdzie mają całą tę nagonkę na koligacenie grypy z nazwą ich grupy systematycznej. Tubylcy, słynący z dziwnej wymowy, wymawiają nazwę tego akwenu jak Loch Ness. Ale potwora nie stwierdzono. Prędzej gdzieś w magazynie… Idąc nad wodę, modlę się o lekką aurę, a na miejscu zauważam, że wcale nie jest romantycznie, bo czy może być romantycznie w pojedynkę? Nawet jeśli chodzę tam ze współmieszkańcami, też po prostu nie potrafię cieszyć się pięknem przyrody pod spuchniętym niebem. Irlandczycy przyjeżdżają tu samochodami – bo oni wszędzie jeżdżą samochodami – jedynie dzieci, właściciele czworonogów i watahy Polaków spotyka się tu pieszo. No i dobrze, że tubylcy korzystają z wynalazków techniki, dobrze, że ich na to stać, zważywszy na tutejszą pogodę, ale na Boga, jak już przyjeżdżają nad jezioro, to mogliby chociaż drzwi od samochodu otworzyć! A oni wolą siedzieć w ciepełku, ewentualnie, jeżeli guzik od klimy jest dalej od guzika automatycznego sterowania zaszybieniem, uchylają nieco okno. Może rzeczywiście nie warto oddychać tym, co akurat przyniosła woda? Na grillującego się wieloryba nie ma co liczyć. Kiedy na to patrzę, mój romantyzm robi cofkę. Stwierdzam, że już mi wystarczy tych nastrojowych okoliczności przyrody i wracam do mojego obskurnego domu na wyspie.
Mam do pokonania jakieś pięć kilometrów wzdłuż wyjątkowo ruchliwej drogi. Ciekawe, skąd taki ruch… Mijam po drodze ze trzy ronda, tyle samo skrzyżowań i zupełnie mnie tu nie ma. Już nie słyszę zgiełku lewostronnych kierowców, nie czuję wiatru ani mżawki wdzierającej się w moje trzewia każdą możliwą dziurką. Nie zauważam mijanego centrum handlowego. Nic nie jest w stanie zrobić na mnie choćby najmniejszego wrażenia. Bo ludzie wszędzie są tacy sami. Szczególnie kiedy są na dystans. Zapadam się więc do środka i jestem gdzieś indziej. Szczęśliwszy. Bardziej wypełniony. Tylko wciąż nie wiem, gdzie jest to „indziej”, gdzie się przenoszę. Nawet w snach nie widzę tego miejsca. Obawiam się wręcz, że ono nie istnieje. Według wszelkich założeń mądrzejszych ode mnie, powinienem mieć je w sobie. Irytuje mnie myśl, jakoby szczęście nie było dla każdego. Dla każdego może nie, a dla mnie?
Czasem, gdy idę tą irlandzką drogą taki zapadnięty w siebie, świta mi jakieś przeczucie, że gdzieś tam na końcu coś na mnie czeka, coś godnego odkrycia i całej tej tułaczki. Ale dochodzę do małego domku ze ścianami w ptasich odchodach… No i co zrobić – zgłoszę swoją obecność, bo znowu zaczyna padać.

LINK DO CZĘŚCI 7

Wraki

Wraki ludzkich dusz stojące po środku własnych zarośli
przeszłość obrośnięta pnączami zakorzeniona do wnętrza kości
czasem ktoś odholuje wrak.

Karme podano!

Chciałbym złożyć podanie w celu zmiany karmy
ze względu na wieńce laurowe w zupie z proszku
dziury w błonie śluzowej jedynego żołądka
i ochłapy pyszczków umiejscowione w pasztecie
zamieszana w to jest wieczna niepewność dawana ludziom
zbyt długo rozwodzącym się nad sobą w supermarkecie
by w sztucznie zagęszczonej kolejce do kasy się ze sobą rozwieść
po obrzuceniu się nastrzykniętym udźcem sojowym
zostawiają śródmaciczne wymazy nabłonka
na pastwę genotoksycznego efektu przewlekłej ekspozycji
wobec zmyślnie poukładanych kiszonych jaj bez cholesterolu
w kapsułkach przeciwzbrylających zaczyn nowego życia
motywacja ścięta galaretą dzięki mączce kostnej z braci mniejszych
kwintesencja smaku glutaminianu sodu modyfikująca kubki
zabite mięsiwo kontra całkiem żywe pączkowanie odczuć i obaw
że moja karma może być obecnie wykwintnie mielona żywcem.

LINK DLA NIEPRAGNĄCYCH ZMIENIAĆ KARMY

Nim cisza przeminie

W bezładzie neuronów serca otwierane przez żyły
kiedy to otoczenie wymagało ujawnienia
zgliszcza pożarów
z których nic nie wyszło
platoniczne okrzyki negujące ciałopalenie
podpalanie od zewnątrz nie daje efektu płonięcia od środka
nieznane to dźwięki przed ekstrakcją składników
krystaliczny głos w wypróżnionych żłobieniach
szuka celu
wyjścia z labiryntu uczuć człowieczych
nim ciszą przesiąknie za życia
nim potem znów
cisza przeminie.

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Morze

Stoję na brzegu morza
które wyrzuciło na plaże nierozmrożoną martwą sowę
kiedyś szukałem winy w sobie
zostawiam przeszłość na rozdrożach
dziś wśród miasta ludzi
jestem brzegiem tego morza

Greenpeace ciągnie mnie za nogę.

 

KONTYNUACJA MYŚLI

Światło alarmowe

 

 

Ludzie nawet nie zauważają
kiedy gasną w tobie wszystkie światła

 

 

poza diodami LED w trybie czuwania.

Imieniny samotności

Dziś imieniny samotności
dzień z życia prozy
życia nicość
nie pisze wierszy
martwota odśrodkowa
w ten dzień umowny
napisała standardowo
o momentach podwyższonych wymagań
czegoś o lepszej wspaniałości
co nie będzie dawać złych objawów
w nic nie znaczącej prozie życia
zmieniają się tylko ludzie
wobec samotności
i nic do życia.

Kontur człowieka

Musi być coś więcej
by istnieć sobą
nie tylko sposobem

nie mam nic do powiedzenia
encyklopedyczne frazesy wiedzy
w zestawie gnijących klocków legolandu
rzucone mądrości tarzającej się w błocie
nieskuteczne teorie porządku i ładu
nawet nie w kontrze do wiadomości
o wymuszeniach, torturach i głodzie
w plotkach o biciu piany ze słowa
rozmazał się kontur człowieka
o kręgosłupie moralnym i szczerym
wypadłych dysków chrzęstna szklista estetyka

milczę na niższym poziomie częstotliwości
znajomi ze świata ludzi
wymieniają bezcelowe informacje
napędzane sloganem co miga
utrudnionym sposobem wyrażania uczuć
muszę się teraz zatrzymać
od siebie odpocząć.

Próby szczęścia

Na tej samej stronie wojna i reklamy
próby szczęścia w pewnym sensie
ekskluzywne półprzeźroczyste obudowy sprzętu hi-fi
dla ludzi
na których nie łamie się praw człowieka
darmowe saszetki doskonałych kremów
dla tych o niewątpliwej morfologii i perfekcyjnych przychodach
fragmenty poradników wiecznej szczęśliwości
dla wszystkich
którzy już oswoili się z wojną.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

WIERSZ OPUBLIKOWANO NA STRONIE DEMOCRACY IS OK

Moje ciało szuka sieci

Opancerzone transporty nadziei na źle wyważonych kołach klepsydr
źle obtoczone pustynne ziarna matu
moje ciało szuka sieci
poza zasięgiem mistrzostw sensu w kładzeniu cienia
nowe sposoby wyrażania zwyrodnień
kier bez wyjścia na mini dżeki
złamana tęcza w konwulsjach odplamiacza
ale mogę się mylić
mam zapalenie spojówek
moje ciało szuka sieci
wikła się w ludzi z poza kompletu
całe talie przydeptywane przez zapisywaną na nowo pamięć
przekierowania do innego użytkownika
osiemdziesiąt gigabajtów nie odpowiada.