Wrzaskuny i wyjce

Wrzaskuny i wyjce wyszkolone ku donośnej agitacji
odkształcają postacie wynikiem aborcji zacności
rzeczywisty obraz jak zwykle ubezwłasnowolnia
defekt pojmowania ośródki na poziomie środka.

Faramuszka i kocimiętka

Przesłodkie okazanie słodu delikatnie otula ciepłotą
lukier na tle aromatycznych polnych kwiatów i ziół
zwiewna faramuszka wśród wonnej kocimiętki
zrobiły w błogiego ciula już niejednego śmiertelnika.

Dobrze okopana pozycja

Dobrze okopana pozycja mała

Dzikie Wyspy Lojalności

Twardy człowiek w synapsach stanął przy oknie
sięgając pamięcią aż po dzikie Wyspy Lojalności
otoczony elastycznymi ideologiami starych ludzi
których życie gwałtownie pominęło w mądrości
nie wykazały jej wyniki przepychanek słownych
oraz proboskich utyskiwań na losy tego świata
z naciskiem na polubowne interdomowe piekiełko

patrzy w stronę pyskatych wyrostków z trądzikiem
których dawno przerosła szybkość wyszukiwarek
ograniczając im zdobywanie wiedzy do minimum
nie wykazały jej implikacje ekranowych strzelanek
najlepszy wynik zabijania nagrodził jedynie refleks
twardy człowiek w synapsach odwrócił głowę
po Wyspach Lojalności rozbiegły się zdziczałe psy.

Ancymony intelektu

Wyemancypowane ancymony intelektu
w przerwach pracy opartej na ksero kopiowaniu
plują sobie nawzajem w krople do oczodołów
skrupulatnie chroniąc brodę przed wydzielinami
kruszenie kopii o wartość by obrazić gbura
dysponując jedynie niewyraźną odbitką.

Kopia kruszyć kopie

Nawrót osobisty

Jeśli świat traktuje cię jak spam
pomimo
że nikogo nie nękasz swoją osobistością
ładując na parkingu bierne intencje
pomyśl eufemistycznie
jestem niezamówioną informacją handlową
którą wielokrotnie kasowano
lecz cierpliwie nawracam
niczym rasowa choroba przewlekła
caluśkim tirem z dodatkową przyczepką.

Salonowe dylematy

To dylemat iście jest salomonowy
zagadka godna maści psa Baskerville’ów
jak puszczać rasowe bąki na salonach
u wyimaginowanych audiofilów.

W gradzie szadzi

Zima Zimnicka zawitała na planetę bikini
nie była gołosłownym dystrybutorem
pokurczyła tubylcom urwistki i wyrostki
niektórych pchnęła w stan hibernacji
zaszroniona opalenizna zaczęła opalizować
po czym weszła w stan ciekłokrystaliczny
Zima w konsystencji zaznała efektu brązującego
spuściła z tonu po osiągnięciu koloru burego
wybielanie rozbiło struktury śniegu
Zimnicka skarlała odchodząc roznegliżowana
obrzuciła swoją cerę gradem szadzi
nawet nie pomyślała by mieć się z pyszna
kiedy jej tropem podążyli łowcy gęsich skórek.

Poezja pękła (w ruchu)

Bachory humorów

Przyswajalność surowo wzbroniona
bachory twoich humorów w odstawce
zobaczymy jak przetrwają
w konfrontacji z suchym lodem
na każdym calu wylewności zapory
próg przekroczeń skrupulatnie narasta
spiętrzonego gniewu
w formie obronnej pancerne batalie
myślisz że zdołasz stan wojenny udźwignąć
przypływem umysłu
duma nie idzie w parze z winą
czas zaognia przemilczane opinie
oczekiwanie pokoju zniweczy upór
w chłodu obrębie
zmrożone urny na równi z biernością
wzajemna niechęć przerysuje boleśnie
arogancko w podłej hardości
przyrodnio braterskim gestem
bezsilność nie do poskromienia i szrama
wobec własnego podobieństwa
z odrobiną większego wyrachowania.

Lost & Found Mega*Zine #18

Numer 18: Starzenie się

L&F19

ENGLISH VERSION HERE

Golem zaczepno obronny

Kłamstwo osiągając trzecią prędkość kosmiczną
zaczyna demonstracyjnie wypadać z błotnej koleiny
zrzucając wylinkę zdechłego truchła
przechodzi w fazę scalonej kupy gliny
brakującego katalizatora przymilnej anihilacji
embrionu obwieszonego śmiercionośnikami
uruchamia bezduszną masę pozbawioną kręgosłupa
do przesieczenia milczącej od zajadów prawdy
ostatecznie posiada jednak zdolność autoeliminacji.

Opakowania środków – wiersz multimedialny



LINK DO WIERSZA

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Zacność ciszy

Mądrzy ludzie przebywają w ciszy
dotrzymują sobie słowa
oraz własnego towarzystwa
składają wizyty w książkach
kaligrafują listy
utrzymują dobre stosunki dyplomatyczne
z komfortem pobocznego przebywania
rozpamiętują minione zdarzenia
o zaniechanej kontynuacji
celebrują obrazy i dźwięki
wtórouste słowa przechowują w ciszy.

Do miękkości

Do miekkości tło mały

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „POEZJA PĘKŁA”

Łatka oświecona świeczką

Trzysta tysięcy kilometrów na sekundę błyskawiczna przenikalność cudu
sto procent poliestru całuńskiego inaczej nie wytrzymałby reformacji brudu
sprałby z siebie wizerunek zbiegłby się bez zabobonów łańcuszkowego ściegu
w miejscu łatki oświeconej świeczką plamy z krwi wywabia cytrynowa świeżość.

Our Poetry Archive edycja europejska

OPA2

Nocebo w strefie zadrażnień

W przypadku wystąpienia ciemnych plam aury
ustawić się w punkcie zbornym skupienia
przy odczuwaniu samych skutków ubocznych
zbudować indywidualny schron mentalny
dla pełnej ochrony stref zadrażnień
wykuć szczęście na pamięć wabiąc nowe
najwyższymi wibracjami energetycznymi
zmaterializować wyobrażenia zjednując wielość
mistrzowie wymówek w pojedynczości
zaklęli nieodmówione zwyrodnienia bytu
nie znając reguły zamów narazili się zamawiaczom.

Lost & Found Mega*Zine #17

Numer 17: Modyfikacja

LF17a

ENGLISH VERSION HERE

Słowa niezbędne jako nośnik negacji

Czy Kasprowicz neguje wszystko? Słusznie rozczarowany bytem, teraźniejszością, błędami człowieka, czy tajemniczego fatum wrodzonego genetycznie /wypędzenie z raju/ i do tego raju dążącego przez setki pokoleń nieustannie, na przekór wojnom, głupocie, polityce, chorobom i setkom poślizgów życiowych. Kasperowicz pyta, czy człowiek jest „kowalem swojego losu” czy rządzi nami przypadek i zła wola /nasza zła wola/. 

A wiersze skomplikowane, odbiegające od norm przyjętych, być może to forma poezji przyszłości. Autor sypie piaskiem słów prosto w oczy, to boli i piecze, z początku niewiele widać, ale po chwili trzeba autorowi przyznać rację, oceniając zawartość tomiku. Zadziwia skondensowany język, w którym są słowa niezbędne jako nośnik negacji, drgające szybkim rytmem niecierpliwości współczesnych przekaźników informacji i niespotykanych dawniej wydarzeń. /Może jest to kontynuacja stylu Rafała Wojaczka, Edwarda Stachury czy Kazimierza Ratonia?/.

Autor nie usiłuje udawać, że nie podoba mu się w tej prowincjonalnej galaktyce, w lewym ramieniu Oriona, na planecie Ziemia. Zauważam też, że nie podoba się autorowi odległa przeszłość, znajoma teraźniejszość jak i przyszłość do której nieustannie podążamy. Autor z uporem prząśniczki /kto dziś wie, co to znaczy/ snuje nić niedobrych przepowiedni, które o wiele wcześniej przedstawił mistrzowską techniką olejną /na płycie laminowanej/ znakomity artysta – Zdzisław Beksiński /z bliskiego mi Sanoka/. Nie stosował upiększeń dla swoich wizji. Uszkodzone wieże uniesione ponad Ziemią, tajemnicze tablice /jakby Dekalog/ zawieszone w przestrzeni, idealnie oddane anatomicznie ciała splecione w nieskończoność – pozbawione skóry, włosów, oczu, w pozycji embrionalnej mogą sugerować, że zanim się zaczniemy – mamy gwarancję końca.

Wizje te są przerażające i już się stają, kiedy popieleje w kłamstwie i przemocy świat. Możemy się obudzić /oby nie!/ jak w starożytnych Pompejach w antycznym bezruchu /wiersz Mieczysława. A. Łypa/, chociaż przyczyna bezruchu zupełnie inna, ale obraz może być identyczny. Smutne konkluzje i prawie przerażające. Katastrofizm? To też podkreśla słowem Kasperowicz, ale jeszcze walczy o ten świat i o idealnego człowieka, który potrafi zmienić siebie i nas teraźniejszych i nas przyszłych! Czy Kasperowicz chce nam dać zadanie ulepszenia tej rzeczywistości, której jest uczestnikiem i bacznym obserwatorem? Kasperowicz kpi, ale z goryczą piołunu. Świat jakby krępował mocne ego poety. Widać to po niecierpliwym drganiu słów. Skąd u młodego, wykształconego człowieka aż taki zmysł obserwacji negatywnych, czy żalu za „rozlanym mlekiem zdarzeń”? Może i to i to, pewności nie ma. I dobrze! Jest oczekiwanie – co dalej z twórczością Piotra Kasperowicza i przyszłością świata, naszej maleńkiej planety pełnej życia, jednak na obrzeżach pędzących /dokądś/ galaktyk. Czy zrozumiemy tę trudną poezję, splot myśli wykraczający poza wyobraźnię i lokujący się na wyżynach podświadomości?

Tomik zdobią i jednocześnie łagodzą artystyczne ujęcia wielu drzwi /doliczyłam się dwudziestu/. Autor jest wybrednym koneserem sztuki. Z licznych podróży przywiózł wiele mówiące, fotografie drzwi zabytkowych meczetów, czy synagog. Drzwi to przejście, wejście lub wyjście i tajemnica. Tylko jedne drzwi są uchylone z widokiem na przyjazną zieleń ogrodu i prześwity słońca. Wszystkie drzwi urokliwe, osadzone w grubych, wiekowych murach, z delikatną, przedwieczną ornamentyką, szczelnie zamknięte. Czy sugerują tajemniczą osobowość autora, czy przesłanie, że mimo naszej wiedzy, wiele drzwi poznania prawd o świecie i człowieku jest jeszcze zamkniętych. Szczególnie do dobra w człowieku, a co za tym idzie do dobrego świata dla nas wszystkich. Minie wiele pokoleń zanim niektóre drzwi zostaną uchylone. Drzwi – to piękna, klasyczna symbolika mądrości, cierpliwości, nagrody. I pewno w tym celu uporczywie i z radością żyjemy i jesteśmy, nie mając wyboru światów, inteligencji i odległych galaktyk, gdzie niekoniecznie musi być lepiej.

Recenzja autorstwa Zdzisławy Górskiej, aby przeczytać więcej kliknij tutaj.

Woła na rogu

Woła na rogu2