Przemiła aparycja

Boże uśmiechy wybielone octem
i zdeptane boże krówki
chityna to kiepska kryjówka
100% natury
sam ekstrakt
kość słoniowa na dowód śmierci
wokół szyi oraz rąk
zakrywająca blizny
wpięta w uszy i klapy
stojąca na etażerkach
upinająca włosy
oprawiona w skórę z ektodermy
szkoła ludzkiego wdzięku
z odprężonym układem współczulnym
zaraz po odrąbaniu siekaczy.

Ostatnia próbka młodości

Obserwuję niebo
na połoninie własnego bytu dziko rosnąca młodość
która nie przychodzi łatwo
bo to już ostatnia próbka młodości
zaśniedziała amnezją chryzografia
w magazynie domu starców dla anachronicznych bogów
co odzyskują miłość z obozów
składowaną bezbożnie płótnem do dołu
i transportują barkami wzdłuż styksu
rozciągłości biegu zazdrości matka natura
jednokolorowe zdjęcia wielu zapomnianych miejsc
gliną zlepione matryce skaz
krwawe strzępy całunu szarpane zrywem ognia
wypalone ziarna pszenicy i srebra
nektar życia miażdżony duchowym głodem nie rozciągnie warg
podniebne wojaże w błękicie niweczy ziemski plan
i czas przebywający krótsze dystanse
przeszłość uwikłana w pamięci okruchy
żeby tylko starczyło siły do jutra.

LINK DO SKRÓCONEJ WERSJI

LINK DO WERSJI MULTIMEDIALNEJ

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”