Oddech mimozy

Oddechem mimozy życie podchodzę
na rozstajach serca zawracam
migają jupitery ostrzeżeń co do siebie
nie wymyślę jutra skrawanego religią
przed sobą nie ochroniłeś mnie boże
zostałem sobą ale nadal z tym walczę
sto lat samotności co do sekundy
niewytworzonej wiary poza słowem
nie ważę się myśleć o mądrości jeśli
nigdy nie powiem.

Niebo (mój feblik 7)

Serce
jak prosta linia
prostota
którą nazywasz kiczem
starsze pokłady patyny
jak kurz
w sterylnych warunkach
hodujesz uczucia
pozbawione odporności
na rewanż
igrasz na linie
bez asekuracji
na wysokości obłędu
nad separacją
nie podchodzisz zbyt blisko nieba
niebo to jakiś banał.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „O JEDNO NIEBO WIĘCEJ”

Rzeczy zasługujące na miano wiecznych

Ponad ćwierć wieku przygotowań
bez krzty zaczerpniętej wieczności
z tych rzeczy zasługujących na miano wiecznych
mam wrażenie jakby wszystko zostało już zapisane
suplementów nie potrafię załączyć
nie mam nic interesującego do powiedzenia
i nic się nie zdarza
z tych rzeczy zasługujących na miano wiecznych

podobno w każdej chwili jest wieczność
w tej chwili bezczeszczę zabite drzewo
jestem poganinem samego siebie
nie mam konkurencji w tej kwestii
z tych rzeczy zasługujących na miano wiecznych
wybrałem obecnie niebyt na cudzy koszt
zamierzam zaburzyć zapis wieczności
mam sporo obaw na dzień dzisiejszy
i przekonanie by nie ufać szczęściu
pośród tych rzeczy zasługujących na miano wiecznych
jak mógłbym liczyć na siebie…

drzewo