Gdy ogród umiera

Gdy ogród umiera
deszczowym ekranem świtu chłód płatki róż naciera życia łaknieniem
zanurza w przestrzeni wody całą objętością pragnienia poskręcaną urnę korzeni
czerpie ze studni samotnego odgłosu
między falą zwróconą echem
uwodniony ból powszedni o przedłużonej dacie ważności z domieszką istnienia
podtrzymuje soplem wymarzłe pąki
przed uderzeniem krawędzi rozgrzanego piłą tarczową kamienia
o nieciosanej twarzy
byle do wiosny wilgotnej od progu
może być grudniową porą cudów

chłodnia ogród przechowa śnieżnej pokrywy ciężaru uczuciem
rekombinacja zerwanych połączeń w sieci obłędu i muru
tego z kamieni palących opoki
pod włos narzucającej się pamięci za grosz nie wartej jutra
wodne opary wyssane z ich wnętrza
wessane w otchłań po zgliszczach ogrodu

porannym przypływem rosy zasilanym wprost z mroku
krople z powierzchni wchłoną życie przechylone do końca
zasób od podstaw łagiewki na wskroś suchotniczy
wystarczy by przeżyć odbiciem gruntu
granice sytości nie do przebicia dla pąków
za to zdrewniałych części wilgoć nie drąży.

Głuchołazy

Ogień się wzniecił i diabeł już się zbudził
na zgliszczach po tobie
w ruinach nieutraconej pamięci
nie do odzyskania po wyrzuceniu na bruk
trzaski żywiołu na plantacjach zniczy
włóczędzy nie mają nic do stracenia
wypróżnione matryce kochania
przewrotne poczucie dumy sprowadzone do parteru
krzyki negatywów w suterenie egzaltacji
bezpańskie głuchołazy uczuć
kradzione przeźrocza z bezdomnego raju
który przestał być jedynym właściwym.

 

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Witraże (mój feblik 2)

Pomylone odczynniki przekrwionych witraży
klną niezgodnie co do zapisu namiętność
chyba że teraz zaplutą autostradą mknie się do raju
nie mogę się wydostać z czyśćca hipermarketu
nie potrafię zdążyć na szybki tramwaj dla aspołecznych
pieprze ślepe na monolity spojrzenia
choć wcale nie jestem lepszy
stojący na gzymsie nie rozglądają się w dół
zabawne
w tłumie na dole twoje witraże krwią przenikają.

Milczące obrazy trwania

Torowiska bycia sobą
na rozjazdach obłudy
okrężne wiadukty alter ego
i zwinięte w kłębek ambicje
na skrzyżowaniu autostrad
człowiek po przejściach
bez przejść dla pieszych

milczące obrazy trwania
przesuwane napędem tramwaju
mijamy się z sobą
zamiast kochać.

 

LINK DO WERSJI MULTIMEDIALNEJ

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Tańczę w ciemnościach

Dzieło do niewątpliwego oglądania
cierpiące na zanik życia
ogromne wrażenie w ciemnościach
przy dystrofii argumentów
płacz tańczący w złych miejscach
wywracających motywację
scena emocjonalnego patrzenia
w namoczonym utwierdzeniu
że niby widziało się już wszystko
desperackie próby przekonania siebie
co do znaczenia bliskości.

inspirowane filmem „Tańcząc w ciemnościach”