15 lecie bloga!

Świętuję dziś 15 lat istnienia tego oto bloga. A że żył będzie jeszcze tylko 2 tygodnie, to świętuję następująco:


https://kasperowiczpiotr.wordpress.com/

Świętujcie i ze mną!

Helikopter

W numerze sześć wierszy:

Helikopter

Sygnał

Aby uspokoić nastroje społeczne, śpieszę donieść, jako dobry sygnalista, że blog zostanie przeniesiony na platformę wordpress.com. Dacie wiarę?

To nie jest koniec

„To nie jest koniec, to nawet nie jest początek końca, to dopiero koniec początku”
- Winston Churchill.

Dotarłeś już prawie do końca tego bloga

Oficjalna informacja jest taka, że z końcem stycznia 2018, tuż po skończeniu 15 lat życia, strona choler.blog.pl kończy działalność.

Lost & Found Mega*Zine #21

Numer 21: Zmiana

LF 21

ENGLISH VERSION HERE

Temperatura metalu

Wszystko, o czym myślałem wcześniej, straciło znaczenie. Bezsilność odzierała egzystencje z jakiejkolwiek treści, a gniew narastał potwornie kształtnie wobec odniesionych strat. Jedna informacja zdeklasowała wszelkie dotychczasowe priorytety. Wewnętrzny ład wypracowany przez lata pracy nad sobą, nagle okazał się warty mniej niż gruba waluta po denominacji. Odczytałem zaistnienie faktu wcześniej niż inni. Nie chciano mówić o szczegółach przez telefon, ale ja wiedziałem już w momencie kiedy tylko padło pytanie:

- Co się stało?

Oczywiście wytłumaczyłem to sobie jako kolejne czarnowidztwo na motywach moich ulubionych skłonności, zazwyczaj polegających na szukaniu w mroku wszelkich prawdopodobnych rozwiązań. Uwielbiałem prorokowanie nad próżnym. Przewidywanie w możliwościach, które zazwyczaj nie mogły się wydarzyć. Niestety, tym razem wyobrażenia okazały się trafne. Tak absolutnie, idealnie i stuprocentowo w punkt. W sam środek podłości. Przebłysk świadomości szybszy niż impuls we wnętrzu światłowodu.

- Sąsiad nie żyje. Zginął. Na miejscu. W wypadku samochodowym. Wczoraj. Popołudniu.

Wczoraj, kiedy jako niezrealizowane medium przeżywałem kolejne nic nieznaczące załamanie. Chwilową zapaść w sobie opartą na bazie niemocy. Zwykłą nieciągłość stabilnego nastroju, niewartą wzmianki w katalogu zdarzeń. Była to jednak poważna, emocjonalna wyrwa, niczym przydomowa depresja w obejściu samotnej chatki posadowionej w Alpach, w strefie lodowców. Dokładnie wtedy, wczoraj popołudniu, w pewnym momencie ogarnęła mnie fala pozytywnych odczuć. Do tego stopnia optymistyczna, że zacząłem śmiać się w trakcie ślęczenia nad książką i czytania po raz setny jednego zdania, które wciąż przepadało w próżni pomiędzy kartką, a stanem mego umysłu. Jednocześnie pomyślałem, że wariuje, i że to jakaś wyższa moc oświetliła na moment moje utytłane w czerni myśli. Chociaż według osobistego pojmowania, oba te zjawiska na raz zdecydowanie się wykluczały. Nie odbierałem nigdy ciemności i światła jako zjawisk choćby zbliżonych do zborności w swym występowaniu. Teraz już wiedziałem. Połączyłem punkty w czasie. Jeszcze nie oszalałem. Odwiedził mnie sąsiad. Jako przepływające lśnienie. Stanowiłem bowiem drobny fragment życia zmarłego, a to akurat w tamtej chwili całe życie wyświetliło mu sie przed zamykanymi na wieki oczami. Umykająca z ciała energia, która po drodze do domu powraca wszystkimi kanałami, które kiedyś odwiedziła, lub które kiedykolwiek dały jej powód do zaistnienia. Przemknął obok mnie jak wiązka fotonów, widoczna jedynie dla serca. Jeden z tych bardziej lubianych przez mnie współmieszkańców. Jak na ironię. Wiadomo, chamów nie wzywają do nieba przed czasem. Mieszkał dwa pokoje dalej. Był taktowny i kulturalny. Inteligentny, szczupły, wysoki, przystojny. Dostał od życia pełen pakiet. Na krótko. Jakby tylko wypożyczono mu to wszystko bez możliwości prolongaty. Niewyobrażalne świństwo losu, darowane w ozdobnej szkatułce z bogato inkrustowanymi złotem detalami. Jak tort urodzinowy przełożony najmniej szlachetną z pleśni. Wczoraj martwił się o stan projektu jaki miał przygotować do pracy, a dziś osiągnął temperaturę metalu w przemysłowej lodówce. Jutro po nim zapłaczą. Pojutrze załamią ręce. Za tydzień uczczą chwilą milczenia. Za miesiąc zapomną. A ja to wszystko będę czuł.

Kilka dni później odbył się pogrzeb. Wiało i rzucało lodem jak w styczniu na tatrzańskiej Dziurawej Przełęczy. W kaplicy spotkałem jego brata. Wychodził z matką z zakrystii. Szli pod rękę. Choć w zasadzie to ona prowadziła jego. A raczej jego umęczone ciało pozbawione chęci życia i sensu ku temu. Identyczne z wyglądu i w szczegółach zachowania, jak to u bliźniaków. Wtedy już nie wytrzymałem.

 

OPOWIADANIE OPUBLIKOWANE W PORTALU DESPERAT-ZINE

Aforyzm drewniany

Harvester podjechał na Plac Zbawiciela
nie było żywej duszy
samo drewno.

Ziarno – wiersz multimedialny


LINK DO WIERSZA

WIERSZ POCHODZI Z TOMIKU „ŁOSKOT DROGI MLECZNEJ”

Okolice świętego spokoju

Zaproszono mnie w okolice świętego spokoju
dając w łapę wilczy bilet od taniego przewoźnika
wielki świat kuszący i niedostępny oddalił się
wziął szeroki zamach by wpasować się bliżej rzyci
przypodobał sobie również kolejne policzki
nie wiedzieć czemu duszone akurat w sosie teriyaki.

Obszary Przepisane

W numerze trzy wiersze:

Obszary

Zapisy wolnych przedmiotów

W nowym miejscu pracy
szacunek dla specjalisty
tytularna profesja
zawód niewyuczony
wysoko płatny patologicznie
pracownik tego roku
wyjątkowo równo traktowany
chroniczny frajer bez stanowiska
z rekordem wybitnych zasług
w szeroko pojętym aspekcie
cedowania obowiązków
po przystawieniu do tego
nadrzędnej pieczęci
codziennie maczanej w ślinie
struktura firmy tworząca kariery
przez pracowitość
zawód notoryczny
w osiągnięciach równie przykry
niczym zapisy kodeksu pracy
czyniące przedmioty wolnymi
chodzą po prośbie
nieoparte o szczęki teściowej
i utensylia rodzinne
zwolnione tuż przed weekendem
po prośbie o podwyżkę.

Aforyzm masowy

Aforyzm masowy obrazek5

Ostro jedynkowo

Jednokrotne ubrania
buty z gwarancją jednego sezonu
zgodnie jednakowe
na jedno kopyto
jedzenie porcjowane na raz
i w takich również serwowane naczyniach
meble jednego skręcenia
i ludzie
z jednorazowymi przyjaźniami
fachowcy jednokrotnego użycia
zaopatrzeni w jedynki z wiedzy ogólnej
jednorako powtarzającej
jedyne właściwe opinie
wszystko higienicznie
zaostrzone w jedynkę
to niby lepiej niż zaokrąglanie do zera
zaobserwowane przez Szymborską.

Lost & Found Mega*Zine #20

Numer 20: Autoportret

L&F20

ENGLISH VERSION HERE

Nalot dywanowy obłędem kolistym

Wierność ma dywanowo zapewnioną wieloletnią obronę
zespołu do spraw przeciwdziałania ateizacji przed profanacją
ze strony obleczonych w lakierowane skóry ciał niewierności
rozmiłowanych umiejętnością pukania w niemalowane
niby nie ma żadnych naukowych dowodów na smakowitość
jakże foremnych ciasteczek z wróżbą przed wypaleniem
niepewność prawi kazania by zapobiec gwałceniu doktryny szoku
zupełnie nie mówi rzeczy z tych wyśnionych pod nogę do taktu
tańcują nierówno zabobony w świetle negacji księżyca i magii
podstawowa ewidencja ułomności sugeruje ulepszanie gatunku
w trakcie nalotu obłędem kolistym wycelowanym na prokreację.

Our Poetry Archive wydanie sierpniowe

OPA 2017

Logika nie stworzy połączeń astralnych

W treści tomu pojawiają się różne odniesienia do aktualnych społecznych wydarzeń i sytuacji. Pokazana jest hipokryzja wyznawców jednej wiary, względem wszelkich innych. Niechęć względem imigrantów i outsiderów. Kto nie jest dopasowany do obowiązującej normy społecznej, ten nie powinien pojawiać się na terenach „narodu wybranego”. Poza kwestią inności pojawia się także stosowanie przemocy, patologia emocjonalna, in vitro, antykonsumpcjonizm i anarchizm. Piotr czerpie z bogactwa popkultury i wplata ikony współczesności oraz postaci historyczne do treści swoich wierszy — rozpinając znaczenia między Bobem Budowniczym a Hitlerem. Tonem kaznodziei głosi: „dokonacie razem palenia świata by bez bagażu kreślić nowe zakręty”. Tak zostaje osiągnięte dno i „rozbełtane” morze.

(…)

Tym razem autor nie przebiera w słowach: „jestem radością — jestem kurwa radością” — powtarza. Bez skrępowania korzysta ze słów powszechnie uważanych za obelżywe. Nie kryguje się, bo poruszane tematy wymagają mocnych określeń, ale wynikają one z niemocy. Jesteśmy o krok od rewolucji, o krok od przebudzenia. „Powstrzymaj rozczarowanie dnia powszedniego w nieheroicznym świecie, który wymaga dużych nakładów na produkcję magii”. Wymaga też pozbywania się części przeszłości. To, co z niej zostaje, to pomówienia. Dlaczego pozbywamy się tej lepszej i bardziej rozumnej części siebie? Skąd gotowość do wsłuchiwania się w „pokojową propagandę kału”?

(…)

Jeżeli jesteś istotą wrażliwą, która zakładała, że będzie dobra, ufna i prawdziwa, nie łudź się, z czasem zostanie z ciebie wrak, nikt — „płoniesz zignorowana na wejściu do atmosfery”. Pozostaje niemoc i niestabilność, „niemożliwość wglądu w zawiłości”. Jednak jeżeli zachowałaś „krzesiwo uśmiechu”, masz szansę na „wykrzesanie” z siebie czegoś — chociażby fasady, za którą ukryjesz serce pokrojone „na drobne plastry żalu”.

 

Impresja autorstwa Łucji Lange, aby przeczytać więcej kliknij tutaj.

Duża intensywność – ilustrowane

Aby przeczytać wiersz kliknij w obrazek

Duża intensywność ilustrowane

Wizualne okazanie

Trędowate wiersze
niewidoczne
jak kulturalni ludzie
z objawami
które nie dają wizualnego okazania
rzucone w pustostan
o niezwieńczonym gmachu
mogą umrzeć
w dogodnie wyznaczonym przez lekarza terminie
bez podania medycznie racjonalnych przyczyn
jedynie maszkaron
spektakularnie zakończony gargulcem.

Mrowienie w kończynach

Zwykły z ciebie człowiek
może jedynie brzuchonóg
w lustrze nawet gadziogłówka
odczuwasz mrowienie w kończynach
i bóle przy końcu odwłoku
masz zaczerwienia na twarzy
a to sugeruje żeś pszczółka
możesz być robotnicą
strażnikiem gniazda
lub wylęgarką spod plastra
pszczoło miodna
ofiaro rozwoju populacji na giełdzie
znaczysz tyle przebiegiem życia
co ślad pod butem ludzkiego pana
jak przetrwa twoja kolonia
w burzowej superkomórce
nieopodal samochodu pułapki
lub między śmigłami drona?